Osiemdziesiąt lat pod ziemią, kilka godzin roboty saperów. Historia bomby z lubuskiego pola

0
3
Osiemdziesiąt lat pod ziemią, kilka godzin roboty saperów. Historia bomby z lubuskiego pola
Fot. Michał Robak / Pexels

Wyobraź sobie: pług maszyny rolniczej uderza w metal. Rolnik wysiada, patrzy, widzi cylindryczny przedmiot wielkości dorosłego człowieka. Nie wie jeszcze, że to ładunek zdolny zabić wszystkich w promieniu kilkuset metrów, leżący w ziemi od czasów, gdy jego rodziców mogło nie być jeszcze na świecie. Tak zaczęła się historia spod Tuczna w województwie lubuskim.

Najważniejsze:

  • Bomba lotnicza z II wojny światowej o długości ponad metra i masie około 120 kilogramów została odkryta podczas prac polowych nieopodal wsi Tuczno w powiecie strzelecko-drezdeneckim
  • Zasięg rażenia odłamkami mógł sięgać kilkuset metrów, mimo to lokalizacja z dala od zabudowań wykluczyła konieczność ewakuacji
  • Wojskowi saperzy wydobyli ładunek, przetransportowali na poligon i bezpiecznie go zdetonowali
  • Jesień to statystycznie najgorętszy sezon przypadkowych znalezisk, prace polowe i grzybobranie wyprowadzają ludzi na tereny, których gleba nie była ruszana od dekad
  • Każda próba samodzielnego wydobycia, przeniesienia lub rozmontowania podobnego znaleziska grozi śmiercią, jedynym właściwym krokiem jest odejście i natychmiastowe zaalarmowanie służb

Pług jako wehikuł czasu

Do zdarzenia doszło przed weekendem w pobliżu Tuczna, miejscowości w powiecie strzelecko-drezdeneckim. Rolnik wykonujący sezonowe prace polowe natrafił na ukryty w ziemi metalowy obiektkt i niezwłocznie zawiadomił policję. Funkcjonariusze szybko zweryfikowali zgłoszenie i uruchomili przewidzianą procedurę, w tym wezwanie wojskowych saperów.

Dopiero ich ocena ujawniła pełną skalę znaleziska: mierząca ponad metr bomba lotnicza ważyła około 120 kilogramów, a jej potencjalny zasięg rażenia odłamkami wynosił kilkaset metrów. Przez wiele dziesięcioleci spoczywała spokojnie w glebie, a wystarczyło jedno przejście maszyny rolniczej, by ta uśpiona przez dekady groźba wróciła na powierzchnię.

Żołnierze wyciągnęli ładunek, załadowali na pojazd i wywieźli na poligon wojskowy, gdzie został zdetonowany w kontrolowanych warunkach.

Lubuskie: region, w którym historia leży płytko pod ziemią

Przypadek z okolic Tuczna wpisuje się w szerszy kontekst geograficzny i historyczny. Obecne województwo lubuskie było areną intensywnych walk w czasie II wojny światowej, front przemieszczał się przez te tereny szybko i chaotycznie, pozostawiając w glebie tysiące niewyeksplodowanych ładunków: bomb lotniczych, pocisków artyleryjskich, granatów i min. Wiele z nich nigdy nie zostało zinwentaryzowanych.

To odróżnia Lubuskie od regionów, gdzie działania wojenne były krótsze lub mniej intensywne. Na podobnej liście ryzyka znalazłyby się inne regiony dawnych terenów frontowych, dawne tereny frontowe, gdzie niewybuchy wyorywano jeszcze w XXI wieku. Kluczowy fakt: upływ czasu nie neutralizuje materiału wybuchowego. Korozja metalu otaczającego zapalnik potrafi wręcz zwiększyć czułość mechanizmu, co sprawia, że stare ładunki bywają niebezpieczniejsze w obsłudze niż świeżo wyprodukowane.

Gleba w tym powiecie kryje prawdopodobnie więcej podobnych obiektów, ile dokładnie, nie wiadomo, bo niewybuchy ujawniają się stopniowo, przy okazji kolejnych inwestycji, powodzi wymywających namulisko albo właśnie sezonowych prac rolniczych.

Jesień: kiedy ziemia zaczyna mówić

Nie bez powodu policja przypomina o zagrożeniu właśnie jesienią. To pora, gdy rolnicy orają pola na głębokość znacznie większą niż podczas letnich upraw, a grzybiarze schodzą z utartych ścieżek w głąb lasów, penetrując tereny, które przez resztę roku pozostają nienaruszone. Obie aktywności łączy jedno: kontakt z glebą, która przez dziesięciolecia była spokojnym archiwum minionych walk.

Maszyny rolnicze pracują na głębokości, na której niewybuchy były deponowane przez lotnictwo lub zakopywane podczas odwrotu, to nie przypadkowe zbliżenie. W odróżnieniu od pieszego grzybiarza, który może ominąć widoczny obiekt, kierowca ciągnika często nie ma szans zauważyć zagrożenia, zanim pług zetknie się z metalem.

Co robić, a czego nigdy nie próbować

Policja po zdarzeniu pod Tucznem ponownie przypomniała o zasadach postępowania przy podobnych znaleziskach.rzy podobnych znaleziskach. Zgodnie z komunikatem funkcjonariusza ze strzeleckiej komendy, właściwą reakcją jest nienaruszanie znaleziska i natychmiastowe powiadomienie służb ratunkowych.

Warto zrozumieć, dlaczego każde inne zachowanie jest śmiertelnie ryzykowne:

Próba samodzielnego wydobyciazmiana kąta ułożenia ładunku może aktywować zapalnik mechaniczny. Takie zapalniki projektowano tak, by reagowały na wibracje i obrót. Długie lata w ziemi ich nie dezaktywują.

Przenoszenie w inne miejsce lub zabieranie do domu – poza ryzykiem aktywacji podczas transportu, taka próba może stanowić naruszenie prawa. Niewybuchy są własnością Skarbu Państwa, a ich przechowywanie podlega sankcjom karnym niezależnie od intencji.

Rozkręcanie i demontaż – zapalniki bomb lotniczych miewają zabezpieczenia antysaperskie. Oznacza to, że niektóre z nich były konstruowane z myślą o tym, by wybuchnąć właśnie przy próbie rozłożenia. Rozborka bez specjalistycznej wiedzy i narzędzi to ruletka z wyjątkowo niekorzystnymi szansami.

Jedyne właściwe działanie: zapamiętać miejsce, nie dotykać, oddalić się i zadzwonić pod numer 997 lub 112. Resztą zajmują się wyspecjalizowani żołnierze.

Najczęściej zadawane pytania

Czy bomba lotnicza może wybuchnąć po osiemdziesięciu latach w ziemi?

Tak, i właśnie dlatego każde takie znalezisko traktuje się jako aktywne zagrożenie do momentu oceny przez saperów. Materiały wybuchowe używane w II wojnie światowej, takie jak trotyl czy amatol, charakteryzują się wysoką stabilnością chemiczną i zachowują właściwości detonacyjne przez wiele dekad. Korozja obudowy może natomiast prowadzić do obnażenia zapalnika i wzrostu jego wrażliwości na wstrząsy.

Kto neutralizuje niewybuchy po przyjęciu zgłoszenia?

Za neutralizację odpowiadają wojskowi saperzy wezwani przez policję. To oni dokonują oceny na miejscu i decydują, czy bezpieczniejszy będzie transport ładunku na poligon, czy przeprowadzenie kontrolowanej detonacji w terenie po uprzednim zabezpieczeniu strefy. Procedura jest analogiczna niezależnie od regionu kraju.

Dlaczego przy znalezisku z Tuczna nie ewakuowano mieszkańców?

Bomba leżała daleko od zabudowań, co eliminowało bezpośrednie ryzyko dla okolicznych domów nawet w przypadku niekontrolowanego wybuchu. Gdyby znalezisko znajdowało się bliżej wsi, decyzja o ewakuacji byłaby standardową częścią procedury.

Jakie regiony Polski są najbardziej narażone na podobne znaleziska?

Największe ryzyko historycznie dotyczy terenów, przez które przebiegał front w latach 1944–1945: obecnych województw lubuskiego, dolnośląskiego, zachodniopomorskiego i pomorskiego. To tu intensywność działań lotniczych i artyleryjskich była najwyższa, a pośpiech odwrotu sprawiał, że ładunki nie były zbierane ani zabezpieczane. Znaleziska zdarzają się też w centralnej Polsce, jednak rzadziej.

Co grozi za zabranie niewybuchu do domu?

Przechowywanie materiałów wybuchowych bez zezwolenia jest przestępstwem z Kodeksu karnego, niezależnie od tego, czy sprawca wiedział o niebezpieczeństwie. Poza sankcją prawną, ryzyko przypadkowej detonacji w pomieszczeniu zamkniętym wielokrotnie przewyższa zagrożenie w terenie otwartym, ściany koncentrują falę uderzeniową, a odłamki nie mają dokąd odpłynąć.

Fot. Michał Robak / Pexels


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj