Szaleństwo, geniusz i czarna żółć. Jak dawniej rozumiano obłęd?

0
25

Kiedy wyobrażamy sobie choroby psychiczne w średniowieczu, nasza kultura natychmiast podsuwa nam wizje płonących stosów, brutalnych egzorcyzmów i ludzi zakuwanych w kajdany w mrocznych lochach. Ten powszechny, utrwalany od wieków stereotyp jest dalece krzywdzący i w dużej mierze mija się z prawdą historyczną. Jak dobitnie wykazuje książka Roberta Kościelnego „Wobec odmienności. Obłęd w średniowieczu”, wieki średnie podchodziły do zaburzeń ludzkiej psychiki w sposób o wiele bardziej racjonalny, opiekuńczy i medyczny niż jesteśmy skłonni dzisiaj przypuszczać.

Medycyna zamiast demonologii

Średniowieczna wiedza psychiatryczna nie opierała się na ślepej wierze w demony, lecz w przeważającej mierze bazowała na antycznym dziedzictwie – zwłaszcza na klasycznych naukach Hipokratesa i Galena. Zgodnie z powszechnie akceptowaną w tamtym czasie teorią humoralną, zdrowie fizyczne i psychiczne zależało od ścisłej równowagi czterech płynów (humorów) krążących w ludzkim organizmie: krwi, flegmy, żółtej żółci oraz czarnej żółci.

Zaburzenia psychiczne rzadko były traktowane jako bezpośredni efekt demonicznej interwencji, a znacznie częściej upatrywano ich źródła w czystej biologii i niebezpiecznym zachwianiu proporcji wspomnianych substancji.

  • Nadmiar gorącej, żółtej żółci miał prowadzić do manii, ataków szału i chaotycznego zachowania.
  • Nadmiar czarnej żółci (uważanej za element suchy i zimny) był z kolei uznawany za główną przyczynę melancholii, która objawiała się głębokim przygnębieniem, mizantropią i panicznym lękiem.
  • Co istotne, kuracje opierały się na zasadzie przeciwieństw – przykładowo, aby schłodzić rozgrzany mózg pacjenta w amoku, golono mu głowę i polewano ją zimną wodą lub olejem, a melancholikom zalecano unikanie samotności i stosowanie ziół.

Cierpienie, które budziło empatię – przypadki królewskie

Zamiast bezwzględnego potępienia, chorzy psychicznie często spotykali się z wyrozumiałością otoczenia, co autor udowadnia, przywołując fascynujące historyczne studia przypadków.

Dobitnym przykładem jest historia Sigurda Krzyżowca, dwunastowiecznego władcy Norwegii. Pod koniec swojego życia król ten cierpiał na potężne epizody psychotyczne – podczas kąpieli wydawało mu się na przykład, że pływa obok niego ryba, co wywoływało u niego niekontrolowane ataki śmiechu i utratę zmysłów. Innym razem, w napadzie szału, publicznie uderzył królową i wrzucił do ognia bezcenną, świętą księgę. Mimo tak gorszących i niebezpiecznych incydentów, norweski dwór nie oskarżył pomazańca Bożego o opętanie. Z ogromnym humanitaryzmem dostrzegano w jego zachowaniu objawy głębokiej choroby umysłowej (nazywanej brakiem kontroli lub zagubieniem), która uwalniała go od surowych ocen moralnych.

Drugim ukazanym monarchą jest żyjący w piętnastym stuleciu król Portugalii, Duarte I, nazywany Filozofem. Potrafił on poddać własną, paraliżującą melancholię niezwykle trzeźwej autoanalizie w spisanym przez siebie poradniku „Wierny doradca”. Władca nakreślił w nim psychologiczne i medyczne sposoby radzenia sobie z wszechogarniającym smutkiem, wynikającym z przemęczenia władzą, lęku przed śmiercią oraz żałoby po zmarłej na dżumę matce. Jako remedium na schorzenie Duarte zalecał prowadzenie konstruktywnych rozmów z mądrymi przyjaciółmi, unikanie bezczynności oraz zażywanie specjalnych pigułek z szafranem, aloesem i mirrą. Co niezwykle dojrzałe, odrzucał on rady medyków zachęcających do pijaństwa, słusznie zauważając, że alkohol jedynie maskuje problem i prowadzi do grzechu.

Renesansowe uwznioślenie szaleństwa i tryumf magii

Radykalna zmiana w podejściu do obłędu nadeszła paradoksalnie wraz z epoką odrodzenia, nierzadko przeciwstawianą „mrokom” średniowiecza. To właśnie humaniści z okresu renesansu, na czele z Marsiliem Ficinem z florenckiej akademii, rozpoczęli proces gloryfikacji melancholii. Nawiązując do dawnych, ezoterycznych koncepcji Platona i Arystotelesa, nowa optyka przestała traktować zaburzenia psychiczne wyłącznie jako przyziemną, medyczną usterkę. Zamiast tego obłęd stał się nagle symbolem wybitnego potencjału, artystycznej wrażliwości i intelektualnego geniuszu.

W renesansie medycyna zaczęła się również w dużej mierze przenikać z magią, alchemią i astrologią, powołując do życia tzw. astralmedycynę. Melancholików uznano za „dzieci Saturna”, wierząc, że ta ponura planeta z jednej strony skazuje ich na mizantropię i cierpienie, ale z drugiej – daje im uprzywilejowaną pozycję poznawczą, pozwalając przeniknąć zasłonę zwykłej rzeczywistości. To właśnie w „oświeconym” renesansie ezoteryka i magia rytualna zyskały na popularności w kulturze wysokiej, co mocno kontrastowało z twardym, biologicznym podejściem do zdrowia w wiekach średnich.

Współczesne dylematy wokół normy

Publikacja przypomina na koniec, że definicja szaleństwa zawsze była i nadal jest niezwykle płynna. Współczesna psychiatria – mimo nieprawdopodobnego postępu – wciąż boryka się z chaosem diagnostycznym. Powołując się na kontrowersje wokół najnowszych klasyfikacji chorób psychicznych (takich jak amerykański podręcznik DSM-5), autor wykazuje, że dzisiejsze diagnozy nierzadko podlegają silnym wpływom administracyjnym, lobbystycznym czy wręcz ideologicznym. Zrozumienie tego zjawiska uczy nas pokory i pozwala z dużo większym szacunkiem spojrzeć na intelektualne zmagania dawnych lekarzy i filozofów.

Książka „Wobec odmienności. Obłęd w średniowieczu” to pozycja wciągająca, erudycyjna i zmuszająca do krytycznego przewartościowania naszej wiedzy o minionych epokach. Bezlitośnie dekonstruuje fałszywy mit „ciemnych wieków”, udowadniając, że historia medycyny i ludzkiej empatii jest znacznie bardziej złożona, niż uczą nas tego popkulturowe schematy.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Capital.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj