Satelita schowa się za Księżycem, żeby usłyszeć Wszechświat sprzed narodzin pierwszych gwiazd

0
22
Satelita schowa się za Księżycem, żeby usłyszeć Wszechświat sprzed narodzin pierwszych gwiazd
Fot. Jean Marc Bonnel / Pexels

Wyobraź sobie, że chcesz nagrać szept dobiegający z najdawniejszych epok Wszechświata, w pomieszczeniu, gdzie kilkaset głośników gra pełną mocą. Dokładnie z takim problemem mierzą się astronomowie próbujący zbadać najciemniejszy rozdział historii Wszechświata. Rozwiązanie jest tak eleganckie w swojej prostocie, że aż zaskakujące: uciec za Księżyc i poczekać, aż cisza sama przyjdzie.

Najważniejsze:

  • CosmoCube może okazać się pierwszą misją, która rzeczywiście dotrze do pasma częstotliwości zablokowanego przez jonosferę, nie dlatego, że jest największa, ale dlatego, że jest wystarczająco mała, by polecieć zanim wyprzedzą ją koszty i złożoność.
  • Okno obserwacyjne za Księżycem może się zamknąć szybciej, niż myślimy, każda kolejna misja księżycowa dowolnego kraju to potencjalne nowe źródło zakłóceń radiowych w miejscu, które dziś jest wyjątkowo ciche.
  • Sygnał neutralnego wodoru z wieków ciemnych to jedna z niewielu rzeczy, których nie da się zmierzyć żadnym istniejącym instrumentem naziemnym, nie z powodu braku funduszy, lecz z powodu fizyki atmosfery.
  • Ewentualne anomalie w zmierzonym sygnale mogłyby zakwestionować najprostsze modele ciemnej materii, co byłoby jednym z największych odkryć we współczesnej kosmologii.

Dlaczego Ziemia jest najgorszym możliwym miejscem do tego nasłuchu

Nasza planeta to dziś gigantyczny nadajnik radiowy. Stacje radiowe, systemy telewizyjne, łączność lotnicza, sieci telefoniczne, radary wojskowe i cywilne oraz setki satelitów wypełniają bliskie otoczenie Ziemi sygnałami, które są od poszukiwanego promieniowania silniejsze w stopniu trudnym do wyobrażenia. Jakby tego było mało, jonosfera, zjonizowana warstwa górnej atmosfery, skutecznie blokuje fale o najniższych częstotliwościach, zanim w ogóle dotrą do jakiegokolwiek instrumentu na powierzchni.

To nie jest problem, który da się rozwiązać lepszym filtrem ani wzniesieniem teleskopu na wysoką górę. Ziemskie zakłócenia i jonosfera razem tworzą barierę, której żaden naziemny instrument nie przebije. A właśnie w paśmie, które jonosfera blokuje najskuteczniej, mogą ukrywać się informacje o najwcześniejszych etapach istnienia Wszechświata.

Księżyc jako naturalna tarcza o średnicy prawie 3500 km

CosmoCube to satelita wielkości małej walizki podręcznej, który ma orbitować wokół Księżyca, okrążając go mniej więcej raz na dwie godziny. Kluczowy moment każdego obiegu następuje wtedy, gdy satelita przelatuje nad stroną Księżyca niewidoczną z Ziemi: przez około 40 minut Srebrny Glob staje fizycznie pomiędzy instrumentem a naszą planetą i odcina wszelkie fale radiowe pochodzące z jej kierunku. Po tej stronie Ziemia po prostu nie istnieje na niebie, a satelita znajduje się jednocześnie daleko poza jej atmosferą.

To astronomiczna wersja wyciszenia studia nagraniowego, tyle że zamiast grubych ścian mamy ciało niebieskie o średnicy prawie 3500 km. Każda sesja obserwacyjna trwa tylko kilkadziesiąt minut. Przez łączny czas trwania misji wynoszący około dwóch lat ma się zebrać około 1000 godzin danych w warunkach radiowej ciszy. Dla porównania: naziemne radioteleskopy pracujące w dostępnych pasmach gromadzą porównywalną liczbę godzin obserwacji w ciągu roku, ale w ich przypadku jonosfera i zakłócenia sprawiają, że szukanego sygnału i tak nie ma w danych. Tu nie chodzi o ilość czasu, lecz o jakość ciszy, której na Ziemi osiągnąć się nie da.

Czego właściwie szuka CosmoCube i dlaczego to ważne

Celem misji nie są sygnały obcych cywilizacji. CosmoCube ma uchwycić promieniowanie neutralnego wodoru, znane jako linia 21 cm. Atom wodoru jest najprostszym i absolutnie dominującym składnikiem Wszechświata, a jego promieniowanie wynika z niezwykle delikatnej zmiany wewnętrznego stanu energetycznego. W warunkach laboratoryjnych ta linia odpowiada częstotliwości bliskiej 1420 MHz. Problem w tym, że sygnał, którego szukają naukowcy, wyruszył do nas ponad 13,5 miliarda lat temu.

Przez cały ten czas Wszechświat nieustannie się rozszerzał, rozciągając długość fali promieniowania. Im starszy sygnał, tym bardziej jest „rozciągnięty” i tym niższą częstotliwość rejestrujemy dziś. Dlatego satelita musi nasłuchiwać w przedziale częstotliwości między mniej więcej 10 a 50 MHz, paśmie całkowicie niedostępnym dla teleskopów naziemnych właśnie z powodu jonosfery.

Znaczenie tych obserwacji najlepiej rozumieć przez pryzmat tego, czego o wczesnym Wszechświecie nie wiemy. Około 380–400 tysięcy lat po Wielkim Wybuchu Wszechświat ostygł wystarczająco, by elektrony połączyły się z jądrami atomowymi. Powstał neutralny wodór, a przestrzeń stała się przezroczysta dla promieniowania. Z tego momentu pochodzi dobrze zbadane kosmiczne mikrofalowe promieniowanie tła. Potem jednak nastał długi, źle poznany rozdział: kosmiczne wieki ciemne. Trwał dziesiątki milionów lat. Nie istniały jeszcze żadne gwiazdy ani galaktyki; materia powoli skupiała się pod wpływem grawitacji, zanim w zagęszczeniach zaczęły rodzić się pierwsze obiekty. Nikt nigdy nie przeprowadził bezpośrednich obserwacji tego etapu. To jedna z największych białych plam w naszym rozumieniu historii kosmosu.

Jeśli obserwacje CosmoCube’a się powiodą, astronomowie po raz pierwszy będą mogli prześledzić drogę od wieków ciemnych, przez narodziny pierwszych gwiazd, aż po epokę rejonizacji, gdy promieniowanie młodych gwiazd zaczęło ponownie jonizować kosmiczny wodór. To luka, która od dekad jest poza zasięgiem wszystkich istniejących instrumentów.

Linia 21 cm jako sonda do badania ciemnej materii

Intensywność i kształt linii 21 cm zawierają informacje o temperaturze gazu i procesach, które zachodziły w kolejnych epokach. Działa to trochę jak kosmiczny termometr: odczytując „temperaturę” neutralnego wodoru w różnych momentach, można rekonstruować warunki panujące we wczesnym Wszechświecie.

To otwiera dodatkową możliwość, której nie oferuje żaden inny planowany instrument. Skupiska ciemnej materii miały tworzyć rusztowanie, do którego przyciągany był gaz budujący pierwsze gwiazdy i galaktyki. Gdyby jednak między ciemną a zwykłą materią zachodziły oddziaływania inne niż zakładają najprostsze modele, albo gdyby ciemna materia miała właściwości nieuwzględnione w standardowym scenariuszu, powinno to pozostawić czytelny ślad właśnie w temperaturze neutralnego wodoru, a więc w sygnale linii 21 cm. Wykrycie takiej anomalii zakwestionowałoby modele, na których opiera się dziś znaczna część kosmologii, i otworzyło drogę do fizyki niedostępnej w żadnym ziemskim laboratorium.

Jak działa instrument i dlaczego jest to inżynieryjnie trudne

Parametr misji Wartość
Rozmiar satelity wielkość małej walizki podręcznej
Czas jednego okrążenia Księżyca około 2 godziny
Czas osłony za Księżycem na okrążenie około 40 minut
Planowany czas trwania misji około 2 lata
Łączny czas zbierania danych około 1000 godzin
Zakres obserwowanych częstotliwości około 10–50 MHz

Satelita rozłoży w przestrzeni lekką antenę radiową. Samo schowanie się za Księżycem nie wystarczy jednak, żeby zebrać wiarygodne dane. Przy tak słabym sygnale nawet nieznaczne wahania temperatury podzespołów elektronicznych potrafią wyglądać jak realne promieniowanie kosmiczne. Instrument musi więc na bieżąco kalibrować się względem własnych źródeł odniesienia i korygować swoje wskazania. To jeden z poważniejszych problemów inżynieryjnych: jak odróżnić szum własny urządzenia od szeptu Wszechświata, gdy oba mają podobną amplitudę.

Konieczne będzie też odseparowanie poszukiwanego sygnału od znacznie silniejszego promieniowania naszej Galaktyki. Droga Mleczna sama w sobie jest potężnym źródłem radiowym w tym paśmie. To jak próba usłyszenia jednego konkretnego głosu na pełnym stadionie: wyłączenie zewnętrznych głośników to dopiero początek, bo hałas trybun nigdzie nie znika.

Kompaktowy format satelity oznacza też ograniczenia budżetowe i techniczne, których większe misje powierzchniowe nie miałyby. Instalacja na powierzchni Księżyca dawałaby więcej miejsca na instrumenty i lepszą stabilność termiczną, ale wymaga lądownika, zasilania, systemu komunikacji i dramatycznie rośnie w cenie oraz złożoności logistycznej. CosmoCube świadomie rezygnuje z części możliwości na rzecz prostoty i szybkości realizacji.

Mały satelita tam, gdzie wielkie projekty nie dotarły

Pomysł wykorzystania niewidocznej strony Księżyca do radioastronomii krąży w środowisku naukowym od lat. Powstawały koncepcje wielkich instalacji budowanych bezpośrednio na powierzchni Srebrnego Globu, projektów zakładających wykorzystanie naturalnych kraterów księżycowych jako czaszy antenowych, a także instrumentów takich jak LuSEE-Night, przeznaczonych do pracy właśnie po tej stronie. Każdy z tych projektów jest jednak albo wciąż na etapie planowania, albo mierzy się z wyzwaniami logistycznymi charakterystycznymi dla misji lądownikowych.

CosmoCube stawia na inne podejście: orbita zamiast lądownika, naturalna osłona zamiast budowanej infrastruktury, kompaktowy format zamiast rozbudowanej instalacji. To pozwala dotrzeć do etapu, który większe projekty mają przed sobą. Jeśli misja się powiedzie i pokaże, że tak skromna platforma potrafi zebrać użyteczne dane naukowe w tym paśmie częstotliwości, może to zmienić sposób, w jaki planujemy kolejne kroki w księżycowej radioastronomii.

Wyścig z zanieczyszczeniem radiowym, które sami tworzymy

Jest w tej misji pewien paradoks wart odnotowania. Naukowcy chcą uciec za Księżyc przed hałasem wytwarzanym przez ludzkość, ale to samo miejsce staje się coraz bardziej atrakcyjne dla kolejnych misji kosmicznych wielu krajów. Aktywność wokół Księżyca rośnie: planowane są kolejne lądowniki, systemy nawigacyjne i sieci łączności. Im więcej urządzeń pojawi się w otoczeniu Księżyca i na jego powierzchni, tym trudniej będzie utrzymać tam radiową ciszę, która dziś czyni tę lokalizację wyjątkową.

Środowisko naukowe zaczyna dostrzegać ten problem. Pojawiają się głosy o potrzebie stworzenia międzynarodowych standardów ochrony ciszy radiowej po niewidocznej stronie Księżyca, zanim zagospodarują ją systemy komercyjne i rządowe. Na razie jednak żadne wiążące regulacje nie istnieją. Niewidoczna strona Księżyca jest dziś wyjątkowym miejscem właśnie dlatego, że jeszcze nikt tam nie nadaje. To okno obserwacyjne może się zamknąć, zanim zdążymy w pełni z niego skorzystać. CosmoCube to próba wejścia przez nie, póki jeszcze jest otwarte.

Najczęściej zadawane pytania

Czy obserwacje CosmoCube’a zastąpią ziemskie teleskopy radiowe?

Nie, misja wypełnia lukę, której naziemne instrumenty nie są fizycznie w stanie zapełnić. Jonosfera blokuje pasmo, w którym CosmoCube ma pracować, niezależnie od tego, jak dobry byłby naziemny teleskop. W pozostałych zakresach częstotliwości obserwatoria na Ziemi działają i będą działać bez zmian. To uzupełnienie mapy, nie wymiana instrumentarium.

Dlaczego sygnał neutralnego wodoru z wieków ciemnych jest tak trudny do wykrycia?

Podróżował do nas przez ponad 13,5 miliarda lat, przez cały ten czas rozciągany przez ekspansję Wszechświata. Dotarł jako niezwykle słaby sygnał w niskim paśmie częstotliwości, gdzie ziemska radioaktywność i atmosfera go całkowicie zagłuszają. Promieniowanie naszej Galaktyki jest od niego wielokrotnie silniejsze i musi być starannie odseparowane obliczeniowo, zanim w danych w ogóle pojawi się coś, czego szukamy.

Co oznaczałby brak detekcji lub anomalia w zmierzonym sygnale?

To zależy od charakteru wyniku. Gdyby sygnał był znacznie słabszy niż przewidują standardowe modele kosmologiczne, mogłoby to sugerować, że ciemna materia oddziaływała z gazem w sposób, którego te modele nie uwzględniają, co zakwestionowałoby tzw. zimną ciemną materię jako jedyne wyjaśnienie struktury Wszechświata. Gdyby sygnał był silniejszy lub miał inny kształt, mogłoby to wskazywać na dodatkowe procesy energetyczne we wczesnym kosmosie. W każdym z tych przypadków negatywny lub zaskakujący wynik dobrze zaprojektowanej misji to nadal wynik, który zmienia nasze rozumienie fizyki.

Fot. Jean Marc Bonnel / Pexels


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj