Zanim przyszedł Disney: mroczne pierwowzory baśni, których nie opowiesz dziecku na dobranoc

0
5
Zanim przyszedł Disney: mroczne pierwowzory baśni, których nie opowiesz dziecku na dobranoc
Fot. Sóc Năng Động / Pexels

Zanim Czerwony Kapturek stał się symbolem niewinności, a Śpiąca Królewna wzorcem romantycznej miłości, te same historie krążyły w chłopskich chatach jako opowieści o gwałcie, kanibalizmie i mordzie w rodzinie. To, co dziś znamy z bajek na dobranoc, jest starannie ocenzurowaną wersją czegoś znacznie mroczniejszego. Pytanie brzmi jednak: skąd naprawdę to wiemy i czy powinniśmy wierzyć tym ustaleniom na słowo?

Najważniejsze:

  • Pierwotna wersja Śpiącej Królewny to nie historia o miłosnym pocałunku, lecz o wykorzystaniu nieprzytomnej kobiety przez żonatego mężczyznę.
  • W najstarszej znanej wersji Czerwonego Kapturka dziewczynka nieświadomie zjada mięso babci i pije jej krew, po czym ginie, nikt jej nie ratuje.
  • Badania nad pierwotnymi wersjami baśni prowadzone są od dekad przez historyków i antropologów kultury, ale metoda rekonstrukcji przekazu ustnego budzi pytania o wiarygodność i reprezentatywność źródeł.

Skąd w ogóle wiemy, jak brzmiały „oryginalne” baśnie?

Zanim przejdziemy do krwawych szczegółów, warto zadać pytanie, które artykuły o pierwotnych wersjach baśni rzadko sobie stawiają: skąd badacze wiedzą, że opisywane przez nich warianty to rzeczywiście najwcześniejsze wersje, a nie późniejsze mutacje, lokalne anomalie albo artefakty samego procesu zapisywania?

Kluczowym opracowaniem w tej dziedzinie jest praca historyka kultury Roberta Darntona, który zestawił dorobek badań nad ludowymi baśniami, analizując je jako dokument mentalności epoki. Darnton i inni badacze pracują przede wszystkim na zapisanych relacjach, a więc na materiałach, które ktoś kiedyś postanowił utrwalić na papierze. Problem polega na tym, że przekaz ustny jest ze swej natury zmienny: każdy kolejny narrator opowiada historię inaczej, dostosowując ją do słuchaczy, nastroju czy lokalnego kontekstu. Wersja zapisana przez osiemnastowiecznego klerka z prowincji nie musi być ani „pierwotna”, ani „typowa”, może być po prostu tą jedną, którą akurat ktoś zdążył zanotować.

To nie znaczy, że ustalenia badaczy są fałszywe. Znaczy tylko tyle, że „oryginalna wersja baśni” to skrót myślowy, a nie pewnik. Historycy mówią raczej o najwcześniej poświadczonych wersjach lub o wersjach charakterystycznych dla danego regionu i okresu. Ta różnica jest istotna: zamiast jednego konkretnego praprzodka Czerwonego Kapturka istniały prawdopodobnie dziesiątki równoległych wariantów, z których część była brutalna, a część może wcale nie.

Odnotować, że kierunek zmian nie zawsze biegł od brutalności ku łagodności. W niektórych przypadkach późniejsze wersje baśni bywały bardziej dosłowne i drastyczne niż ich wcześniejsze, bardziej alegoryczne odpowiedniki, bo kolejni narratorzy tracili dostęp do symbolicznego klucza i dosłownie przepisywali to, co wcześniej było metaforą. Obraz „baśń zawsze łagodnieje z biegiem czasu” jest więc uproszczeniem.

Śpiąca Królewna, historia bez pocałunku i bez miłości

Spośród wszystkich omawianych baśni ta jest chyba najdalej od swojej dzisiejszej wersji. W wariancie opisywanym przez badaczy żonaty już książę skorzystał z bezwładu nieprzytomnej królewny, a ta, nie budząc się ze snu, urodziła mu kilkoro dzieci. Obudziło ją dopiero gryzienie przez własne niemowlęta szukające pokarmu.

Nie ma tu żadnego pocałunku, żadnej prawdziwej miłości, żadnego przebudzenia zainspirowanego czystym uczuciem. Jest natomiast wątek, który dziś zakwalifikowalibyśmy jednoznacznie jako przestępstwo. A po przebudzeniu historia nabiera jeszcze osobliwszego kształtu: teściowa księcia, opisana jako żywiąca się ludźmi olbrzymka, usiłuje pożreć pozamałżeńskie dzieci synowej.

Dlaczego ta wersja aż tak różni się od tego, co znamy? Część badaczy wskazuje, że baśnie pełniły funkcję przestrogi, nie dla dzieci, lecz dla dorosłych słuchaczy, którzy doskonale rozumieli realia świata, w którym kobiety zależały od mężczyzn, a prawo do dziedziczenia decydowało o życiu i śmierci. Finał z ludożerczą teściową można czytać jako metaforę realnych napięć w rodzinach szlacheckich i chłopskich zarazem.

Czerwony Kapturek pije krew z butelki i nikt jej nie ratuje

Najstarsza znana badaczom wersja tej baśni nie zawiera ani charakterystycznego czerwonego nakrycia głowy, ani postaci gajowego ratującego bohaterkę. Wilk dociera do domu babci jako pierwszy, zabija ją, wlewa jej krew do butelki, a ciało kroi na plastry i układa na półmisku. Następnie przebrany w babcine ubranie czeka na dziewczynkę.

Gdy ta przybywa, wilk zachęca ją do zjedzenia mięsa ze spiżarni i napicia się zawartości butelki. Nieświadoma niczego dziewczynka konsumuje szczątki własnej babci i popija je jej krwią. Sam ten element jest na tyle makabryczny, że mógłby posłużyć za zakończenie, ale to dopiero połowa historii.

Dalej wilk każe dziewczynce rozebrać się i położyć z nim do łóżka. Za każdą zdejmowaną część ubrania pyta, co ma z nią zrobić, a wilk odpowiada, że powinna ją wrzucić do ognia, bo już jej nie potrzebuje. Bajka kończy się pożarciem dziewczynki. Nikt jej nie ratuje. Jest tylko syty wilk i żadnego morału w dzisiejszym rozumieniu tego słowa.

Pojawia się tu pytanie, które rzadko pada w popularnych zestawieniach: czy ta wersja była opowiadana dzieciom jako przestroga przed obcymi mężczyznami, czy raczej dorosłym jako alegoria o drapieżnikach społecznych? Odpowiedź ma znaczenie. Jeśli baśń adresowana była do dorosłych, to cała dzisiejsza dyskusja o „brutalności dla dzieci” mija się z sednem, oceniamy ją według kategorii, które nie istniały w momencie jej powstawania. A skoro baśnie były wtedy gatunkiem dla dorosłych, to ich mroczność nie jest anomalią, lecz właśnie cechą gatunkową.

Jaś i Małgosia, Kopciuszek i inne wersje bez cenzury

We francuskiej ludowej odmianie historii o Jasiu i Małgosi zamiast wiedźmy pojawia się olbrzym. Finał jest jednak równie przewrotny: to nie dzieci zostają uwięzione ani zjedzone, Jaś chytrym fortelem doprowadza do sytuacji, w której olbrzym sam morduje własne potomstwo.

Piękna i Bestia, Trzy pieski, Matka mnie zabiła, co zostało zapomniane

Badacze przywołują jeszcze kilka historii, które dziś trudno skojarzyć z gatunkiem bajki. Poniższe zestawienie pokazuje, jak daleko te wersje odbiegają od dzisiejszych odpowiedników:

  • Piękna i Bestia: ludowy wariant tej historii znacznie różni się od współczesnej, dobrze znanej wersji.

Warto zwrócić uwagę na jedną prawidłowość: im mniej znana baśń, tym mniejsze szanse, że ktokolwiek zadbał o jej „wygładzenie”. Najsłynniejsze tytuły, Czerwony Kapturek, Śpiąca Królewna, Kopciuszek, przechodziły przez kolejne edycje, tłumaczenia i adaptacje, które stopniowo usuwały to, co uznawano za nieodpowiednie. Mniej popularne warianty zostały po prostu zapomniane razem ze swoją brutalnością. Innymi słowy: selekcja kulturowa nie działała na zasadzie „zostają najlepsze opowieści”, lecz raczej „zostają opowieści, które ktoś chciał powtórzyć dzieciom”.

Co te baśnie mówią nam naprawdę i dlaczego dziś warto to wiedzieć

Pytanie o „brutalność pierwotnych baśni” jest ciekawe, ale ważniejsze jest pytanie o to, co ta brutalność oznaczała. Historycy wskazują, że dawne społeczeństwa nie traktowały baśni jako rozrywki dla dzieci, to był gatunek dla dorosłych, przekazujący ostrzeżenia, normy społeczne i lęki zbiorowe w formie narracyjnej. Świat, w którym te opowieści powstawały, był światem głodu, epidemii, przemocy domowej i wysokiej śmiertelności niemowląt. Baśń nie miała dawać nadziei, miała przygotowywać.

Zmiana zaczęła się, gdy baśnie trafiły na papier i do druku, a ich odbiorcami stopniowo stawały się dzieci z mieszczańskich rodzin. Kolejne pokolenia wydawców, tłumaczy i animatorów systematycznie usuwały to, co mogło szokować lub traumatyzować, i właśnie dlatego dziś Śpiąca Królewna budzi się od pocałunku, a nie od gryzienia przez własne niemowlęta.

Wiedza o pierwotnych wersjach nie służy temu, żeby odbierać dzieciom bajki na dobranoc. Służy temu, żeby rozumieć, jak kultura opowiada samą siebie, i jak bardzo to opowiadanie zmienia się w zależności od tego, kto trzyma pióro, dla kogo pisze i co w danej epoce uznaje się za stosowne do powiedzenia głośno.

Tekst powstał na podstawie artykułu opublikowanego w serwisie wielkahistoria.pl.

Fot. Sóc Năng Động / Pexels


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj