Wołodymyr Żurawlow, ukraiński nurek, którego niemieckie śledztwo łączy z wysadzeniem gazociągów Nord Stream, złożył w Chorwacji wniosek o ochronę międzynarodową. O sprawie poinformował ukraiński portal Suspilne.
Pełnomocnik Ukraińca przekonuje, że w Niemczech jego klient nie miałby szans na rzetelny proces. Sam wniosek nie zmienił jednak biegu procedury: sąd okręgowy w chorwackiej Puli zgodził się w czwartek na przekazanie mężczyzny stronie niemieckiej.
Zatrzymanie w Polsce, potem w Chorwacji
Żurawlow trafił do polskiego aresztu 30 września 2025 roku, po tym jak Niemcy wystąpiły o niego na podstawie nakazu wydanego przez Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe. Miesiąc później, 17 października 2025 roku, warszawski Sąd Okręgowy odmówił jego wydania i nakazał zwolnienie z aresztu. Sędzia Dariusz Łubowski ocenił wtedy, że zniszczenie infrastruktury należącej do państwa prowadzącego wojnę napastniczą przez obywatela kraju broniącego się nie wypełnia znamion sabotażu.
Sąd uznał to za działanie o charakterze militarnym, które nie podlega odpowiedzialności karnej. Decyzję polskiego sądu skrytykował szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto, który ocenił, że Polska wypuściła terrorystę na wolność, a nawet go celebruje.
Czytaj także: Dwadzieścia osób, dwa tygodnie, miliardy dla Kijowa. Jak Berlin zbudował swoją zbrojeniową skrótkę
Po zwolnieniu z polskiego aresztu Żurawlow został w sierpniu 2026 roku zatrzymany w Chorwacji na podstawie kolejnego europejskiego nakazu aresztowania.
Dwa nakazy, dwie różne kwalifikacje czynu
Niemieccy śledczy wystąpili do Chorwacji z dwoma odrębnymi wnioskami o wydanie Żurawlowa. Pierwszy, oparty na nakazie z 5 czerwca 2024 roku, opisuje czyn jako sabotaż wymierzony w porządek konstytucyjny, polegający na umyślnym doprowadzeniu do wybuchów i zniszczeniu obiektów. Drugi, wydany 28 sierpnia 2026 roku, zmienia kwalifikację na zbrodnię wojenną, wskazując na uderzenie w infrastrukturę cywilną i zakłócenie działania sieci komunalnych. Prokuratura w Chorwacji przyznała, że oba wnioski są zasadne.
Tak sformułowane zarzuty odbiegają od oceny, jaką czyn Żurawlowa otrzymał w Polsce. Warszawski sąd oceniał sprawę jako element działań wojennych między Ukrainą a Rosją, nie kwalifikując jej jako zbrodni wojennej ani ataku na infrastrukturę cywilną. Szef węgierskiej dyplomacji poszedł w swojej ocenie jeszcze dalej, nazywając Żurawlowa terrorystą i ostrzegając przed przyzwoleniem na podobne ataki na infrastrukturę w Europie.
Chorwacki sąd: polskie orzeczenie nas nie wiąże
Obrona Żurawlowa próbowała powielić argumentację, która przyniosła sukces w Warszawie, powołując się na zasadę non bis in idem, zgodnie z którą ta sama osoba nie powinna być ponownie ścigana za ten sam czyn, jeśli sprawa została już prawomocnie zakończona. Sąd w Puli tego argumentu nie uwzględnił, wskazując, że sprawa Żurawlowa nie doczekała się prawomocnego rozstrzygnięcia, a wyrok polskiego sądu nie nakłada na Chorwację obowiązku odmowy wykonania europejskiego nakazu aresztowania. Sąd zaznaczył, że przy ocenie wniosku kieruje się własnymi przepisami krajowymi. Złożenie wniosku o azyl polityczny nie wstrzymało toczącej się procedury ekstradycyjnej.
Śledztwo wokół wybuchów sprzed czterech lat
Do zniszczenia trzech z czterech nitek gazociągów Nord Stream 1 i Nord Stream 2 doszło 26 września 2022 roku, na głębokości około 80 metrów w pobliżu wyspy Bornholm. Według niemieckich śledczych Żurawlow, zawodowy nurek, miał należeć do grupy skupionej wokół ściganego odrębnie Serhija K., która miała podłożyć ładunki wybuchowe na obu nitkach. Sam zainteresowany konsekwentnie zaprzecza jakiemukolwiek udziałowi w ataku i utrzymuje, że padł ofiarą pomyłki śledczych. W rozmowie dla Polsat News mówił, że nie obawia się ani odpowiedzialności karnej, ani odwetu ze strony Rosji, a od ponad trzech lat mieszka w Polsce razem z rodziną, gdzie jego dzieci uczą się w polskich szkołach.
Źródło: Wikimedia Commons (CC BY 3.0)
Materiał przygotowany z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji.









