Góry zawsze mają swój mikroklimat. I niemal zawsze mają znaczenie dla państw, na których terytorium się znajdują, szczególnie wtedy, gdy wyznaczają granice. Nie inaczej było z Tatrami. Przez stulecia stanowiły one dom dla Polaków oraz przedstawicieli ludności słowiańskiej, która wraz z rozwojem nowoczesnych ruchów narodowych zaczęła określać się jako Słowacy.
Oczywiście, nie były to jedyne grupy zamieszkujące i wykorzystujące te tereny, ale nie jest to opowieść o osadnictwie wołoskim. To historia o kawałku gór, który przez wieki potrafił być jednocześnie własnością, pograniczem, przedmiotem sporów sądowych i wreszcie sprawą narodową.
Okolice Morskiego Oka nigdy nie należały do terenów szczególnie gęsto zaludnionych. I właśnie to stwarzało problem. Tam, gdzie było niewielu mieszkańców, a granice wyznaczano często za pomocą rzek, potoków, przełęczy czy innych elementów krajobrazu, łatwo było o spór, zwłaszcza jeśli nie do końca było wiadomo, gdzie właściwie znajduje się dany element krajobrazu.
Początki sporu o Morskie Oko sięgają XVI wieku. Wówczas pojawiły się węgierskie roszczenia do niewielkiego odcinka terenu sąsiadującego z polską królewszczyzną, starostwem nowotarskim. Problem na pewien czas rozwiązano siłowo. Starosta nowotarski interweniował, a sporny obszar pozostał po polskiej stronie. Przez następne półtora wieku panował względny spokój.
W 1637 roku ziemie te znalazły się w rękach Wojciecha Nowobilskiego, posiadającego starostwo białczańskie. Jego poddani mogli dzięki temu wypasać owce na tatrzańskich halach. Tyle że nawet te ustalenia miały swoje słabe punkty. W dokumentach z 1634 roku granicę własności wyznaczała między innymi rzeka Białka. Problem polegał na tym, że nie było wcale oczywiste, gdzie właściwie znajduje się jej górny bieg.
Węgierscy magnaci, zwłaszcza w późniejszym okresie, zaczęli wykorzystywać tę niejasność, wskazując, że źródła Białki powinny stanowić granicę oddzielającą Morskie Oko od Polski. Na razie jednak nie był to jeszcze problem pierwszej rangi. W 1772 roku, wraz z pierwszym rozbiorem Polski, tereny te znalazły się w granicach monarchii Habsburgów, a okolice Morskiego Oka weszły w skład austriackich dóbr kameralnych.
Hohenlohe, Zamoyski i tatrzańska polityka
Na początku XIX wieku sytuacja zaczęła się zmieniać. Tereny wokół Morskiego Oka zostały sprzedane w ręce prywatne. W 1824 roku nabył je węgierski przedsiębiorca Emanuel Homolacs. Kilkadziesiąt lat później, w 1879 roku, część tatrzańskich ziem wykupił Christian Hohenlohe.
W międzyczasie zmieniła się także sama monarchia. W 1867 roku powstały Austro-Węgry, a Tatry znalazły się na styku Galicji i Królestwa Węgier. Dawny problem własnościowy stał się więc jednocześnie problemem administracyjnym i narodowym. Warto przy tym pamiętać, że XIX-wieczne rozumienie ochrony przyrody znacznie różniło się od naszego. Hohenlohe nie był jeszcze człowiekiem, którego wyobrażenie o ochronie tatrzańskiej przyrody przypominałoby współczesne standardy. W swoich dobrach sprowadzał zwierzęta z różnych części Europy, a nawet z innych kontynentów, aby urządzać polowania. Rozważał również rozwój infrastruktury na tym terenie.
Wśród Polaków zaczęła narastać obawa, że znaczna część Tatr może znaleźć się w rękach zagranicznego magnata. Wtedy pojawił się Władysław Zamoyski. W 1889 roku nabył on dobra zakopiańskie wraz z częścią spornych terenów tatrzańskich. I choć Zamoyski zdecydowanie bardziej przypominał dzisiejsze wyobrażenie człowieka dbającego o przyrodę, zakup nie zakończył sporu o granicę. Wręcz przeciwnie.
Pasterze, posterunki i sądy
Administracja Królestwa Węgier zaczęła stawiać posterunki na spornym terenie. Te były niszczone. Polscy pasterze byli przeganiani z okolic Morskiego Oka. Po drugiej stronie granicy (czy raczej tej granicy, która dopiero miała zostać jednoznacznie ustalona) słowaccy pasterze również korzystali z tatrzańskich hal. Problem polegał na tym, że nawet nauka nie potrafiła dostarczyć argumentu, który raz na zawsze zamknąłby sprawę.
Badano przebieg Białki, analizowano dawne dokumenty, sporządzano mapy i próbowano odtworzyć historyczny przebieg granicy. I niemal za każdym razem można było znaleźć argument dla obu stron. Nic dziwnego, że spór przeniósł się do sądów. A tam sytuacja stawała się jeszcze ciekawsza. Sądy węgierskie rozstrzygały na korzyść strony węgierskiej, sądy galicyjskie- na korzyść galicyjskiej. I tak można było właściwie bez końca. Nie był to jednak wyłącznie konflikt prawników, geodetów i właścicieli ziemskich.
Wokół Morskiego Oka zaczęło narastać zainteresowanie społeczne. Sprawa coraz mocniej wchodziła w obszar polityki i rodzących się nowoczesnych nacjonalizmów. Morskie Oko przestawało być tylko kawałkiem ziemi. Stawało się symbolem.
Pawlikowski wkracza do gry
W 1901 roku powołano Międzynarodowy Sąd Rozjemczy, którego zadaniem było rozstrzygnięcie sporu o granicę w Tatrach. W międzyczasie sprawa zdążyła jednak obiec Europę. Zainteresowali się nią szwajcarscy kartografowie, polscy działacze z innych zaborów, miłośnicy Tatr i przyrody. Sprawa trafiła do sejmu galicyjskiego, na biurka namiestnika i ministrów cesarskich a ostatecznie zainteresował się nią nawet sam cesarz.
Jednym z najbardziej aktywnych obrońców polskich roszczeń był Jan Gwalbert Pawlikowski. Urodzony w Medyce, zamożny działacz społeczny, publicysta i miłośnik gór angażował się w ochronę tatrzańskiej przyrody. Krytykował jej niszczenie przez rozwijającą się masową turystykę, ale jego działalność wykraczała daleko poza ochronę środowiska. Pawlikowski angażował się także politycznie. Był związany ze środowiskami narodowymi, jednocześnie krytykując krakowskich konserwatystów za niedostateczne (jego zdaniem) uwzględnianie kwestii narodowych. Zajmował się również problematyką alpinizmu i miał udział w kształtowaniu międzynarodowych zasad dotyczących tej dziedziny.
Nie działał jednak sam. W sprawę angażowali się między innymi Walery i Stanisław Eliaszowie oraz Towarzystwo Tatrzańskie. Morskie Oko stało się przedmiotem intensywnej działalności prasowej, naukowej i społecznej. A ponieważ był to czas, w którym kwestie terytorialne bardzo łatwo stawały się kwestiami narodowymi, sprawa zaczęła żyć własnym życiem. Dla Polaków Morskie Oko stawało się symbolem polskich praw do Tatr.
Wyrok
13 września 1902 roku zapadł wyrok. Międzynarodowy Sąd Rozjemczy przyznał Galicji 351 hektarów spornego obszaru. W granicach Galicji znalazło się Morskie Oko, a granicę poprowadzono między innymi w rejonie Rysów – szczytu, który po odzyskaniu przez Polskę niepodległości stał się najwyższym punktem naszego państwa. W Zakopanem i w całej Galicji zapanowała euforia. Spór, który przez dziesięciolecia angażował właścicieli ziemskich, pasterzy, geodetów, prawników, polityków, naukowców i miłośników gór, został rozstrzygnięty. Morskie Oko było po polskiej stronie.
Co ważne, proces nie sprowadzał się do prostego wskazania na mapie, gdzie powinien przebiegać potok. Analizowano dokumenty i prawa własności sięgające kilku stuleci. Wykorzystywano mapy, relacje, akty prawne i badania geograficzne. Właśnie dlatego wyrok z 1902 roku miał znaczenie większe niż tylko lokalne. Rozstrzygał nie tylko o 351 hektarach. Rozstrzygał o tym, jak odczytać kilka stuleci historii pogranicza.
„Morskie Oko nasze”
Spór o Morskie Oko jest jedną z tych historii, w których bardzo dobrze widać, jak z pozornie lokalnego konfliktu powstaje sprawa narodowa. Najpierw były owce, hale i niejasne granice. Potem pojawili się właściciele ziemscy, urzędnicy, mapy i sądy. A w końcu i narodowe emocje. I chyba właśnie dlatego historia Morskiego Oka jest czymś więcej niż historią jednej granicy. Pokazuje, jak w XIX wieku kształtowała się nowoczesna świadomość narodowa, jak rozwijała się idea ochrony przyrody i jak góry, które przez wieki były przede wszystkim miejscem życia i pracy zaczęły być postrzegane jako element narodowego dziedzictwa.
Nie wszystkie marzenia Jana Gwalberta Pawlikowskiego się spełniły. Trudno przypuszczać, by entuzjastycznie patrzył na część współczesnej infrastruktury czy reklamową warstwę komercjalizacji nastawionej na tatrzański krajobraz. Sprzeciwiał się również budowie kolejki na Kasprowy Wierch. Ale jedno można powiedzieć z dużą pewnością: świadomość, że Morskie Oko znalazło się po polskiej stronie granicy, byłaby dla niego powodem do satysfakcji. Pawlikowski zmarł w maju 1939 roku. A jego nazwisko pozostało w Tatrach, między innymi w nazwie jaskiń Pawlikowskiego. Historia zatoczyła więc koło. Spór o kawałek gór, który przez stulecia był przede wszystkim problemem własności i granicy, stał się jednym z symboli polskich Tatr.
A Morskie Oko? No cóż. Morskie Oko nasze.









