W 1988 roku Aleksander Lwow stanął przed wyborem, którego większość jego kolegów wolała uniknąć: powiedzieć prawdę o wyprawie na Broad Peak i zburzyć szczęście przyjaciela, czy milczeć jak wszyscy inni. Wybrał prawdę. Ten wybór kosztował go więcej niż niejedne wejście szczytowe.
Najważniejsze:
- Aleksander Lwow zdobył cztery ośmiotysięczniki: Manaslu, Lhotse, Czo Oju i Gaszerbrum II, a dwukrotnie uczestniczył w wyprawach na K2 i Dhaulagiri bez osiągnięcia wierzchołka
- Podczas zimowej wyprawy na Broad Peak w 1988 roku Maciej Berbeka osiągnął jedynie przedwierzchołek, niższy od głównego szczytu o około 17–20 metrów, lecz oddalony od niego o godzinę eksponowanej wspinaczki granią
- Lwow jako jedyny uczestnik wyprawy zdecydował się ujawnić prawdę w tekście opublikowanym w „Taterniczku”, gdy Berbekę w Polsce zdążono już uhonorować medalem
- Służba Bezpieczeństwa rejestrowała Lwowa jako kandydata na tajnego współpracownika, lecz do werbunku nigdy nie doszło
- W 1994 roku stworzył pierwszy polski miesięcznik górski „Góry i Alpinizm” i redagował go przez dekadę
Magister z liną w ręku
Aleksander Lwow przyszedł na świat 18 września 1953 roku w Krakowie; jego ojcem był Borys, matką zaś Elżbieta z domu Berg. Kształcił się w Lotniczych Zakładach Naukowych we Wrocławiu, po czym kontynuował edukację na tamtejszej Politechnice, na Wydziale Mechanicznym. Uzyskanie tytułu magistra inżyniera zajęło mu ponad dziesięć lat, nie z powodu akademickich trudności, lecz dlatego, że kolejne wyprawy wysokogórskie regularnie wygrywały z harmonogramem studiów. Sam wybór tematu pracy magisterskiej dobitnie ujawniał priorytety autora: pisał o wymaganiach wytrzymałościowych i technice asekuracji lin alpinistycznych. Dyplom uzyskał w 1983 roku.
Ten szczegół jest wymowny: Lwow nie był alpinistą, który „przy okazji” skończył studia. Był człowiekiem, który studia potraktował jako instrument do głębszego rozumienia gór.
Sześć lat od Sokolich Gór do Everestu
Z górami zetknął się w 1970 roku w Górach Sokolich. Dwa lata później wstąpił do Koła Wrocławskiego Klubu Wysokogórskiego. W Tatrach zapisał na swoim koncie pierwsze polskie przejścia środkowej turni na Kołowym Szczycie oraz Czarnego Filara na zachodniej ścianie Łomnicy, osiągnięcia, które w środowisku wspinaczkowym oznaczają coś więcej niż jednorazowy wyczyn; to sygnał, że ktoś konsekwentnie przesuwa granice możliwego. Następnie wspinał się w Alpach, Norwegii, na Pamirze i w Afganistanie, gdzie zdobył nową drogę lewym filarem szczytu Kohe Szachaur. Na przełomie 1979 i 1980 roku, niecałą dekadę po pierwszych krokach na skałkach, uczestniczył już w zwieńczonej powodzeniem zimowej wyprawie Andrzeja Zawady na Mount Everest.
Droga od lokalnych skałek do najwyższego szczytu świata w niecałe dziesięć lat to nie tylko osobisty rekord. To też obraz możliwości, jakie miało pokolenie polskich alpinistów epoki PRL: ograniczone paszportowo, zależne od struktur klubowych i państwowych wypraw, a mimo to zdolne do rywalizacji z najlepszymi na świecie. Lwow był częścią tej generacji, która zimowy Everest zdobyła jako pierwsza w historii, gdy zachodnie ekspedycje wciąż uważały to za przedsięwzięcie z pogranicza fantastyki.
Na najwyższy szczyt świata Lwow wracał jeszcze dwukrotnie, w 1986 i 1991 roku.
Cztery ośmiotysięczniki i granica odwrotu
W kolejnych latach Lwow wszedł na cztery ośmiotysięczniki:
- Manaslu (8163 m), 1984 rok
- Lhotse (8516 m), 1986 rok
- Czo Oju (8201 m), 1987 rok
- Gaszerbrum II (8035 m), 1993 rok
Dwukrotnie uczestniczył też w wyprawach na K2 (1982 i 1987/1988) oraz Dhaulagiri (1983 i 1985), nie osiągając jednak wierzchołków tych gór. Warto to zestawić z realiami polskiego himalaizmu tamtej dekady: w środowisku, które jako jedyne na świecie konsekwentnie szturmowało ośmiotysięczniki zimą, bycie uczestnikiem kilku wypraw bez wejścia szczytowego nie było ani rzadkością, ani hańbą, bywało po prostu ceną za próbę.
Ta lista mówi coś ważnego: Lwow potrafił zawracać. W środowisku, gdzie presja na szczyt bywa silniejsza niż instynkt samozachowawczy, decyzja o odwrocie jest często trudniejsza niż parcie naprzód. Ta cecha ujawni się dramatycznie podczas wyprawy na Broad Peak.
Broad Peak 1988: decyzja na 7900 metrach
Podczas zimowej wyprawy na Broad Peak (8051 m) Lwow i Maciej Berbeka wyruszyli razem w atak szczytowy. Po niemal ośmiu godzinach wspinaczki i przy pogarszającej się pogodzie Lwow na wysokości 7900 metrów zdecydował się zawrócić. Berbeka ruszył dalej.
Lwow czekał na kolegę w namiocie rozbitym na wysokości 7300 metrów, w środku śnieżnej zamieci. Tak opisywał tamte godziny:
„Maciek nie powrócił do namiotu ani wieczorem, ani w nocy. Przez cały następny dzień zamieć nie słabła. W chwilach, kiedy pod naporem huraganu część namiotu unosiła się górę, byłem przekonany, że oto lada moment wiatr porwie mnie razem z moim wątłym schronieniem, uniesie jak balon i rzuci w przepaść […]. Była 19, gdy Maciek niczym zjawa dotarł do namiotu. Bez słowa stanął […] i czekał póki nie ściągnąłem mu raków. Był bardzo wyczerpany.”
Berbeka dotarł na Rocky Summit, przedwierzchołek niższy od głównego szczytu o około 20 metrów, lecz oddalony od niego o godzinę eksponowanej wspinaczki granią. Był przekonany, że stanął na wierzchołku Broad Peaku. Dzięki pomocy Mirosława Dąsala, Mirosława Gardzielewskiego i Krzysztofa Wielickiego obydwu wspinaczy udało się bezpiecznie sprowadzić na dół.
Spisek milczenia, który miał trwać wiecznie
Do Polski dotarła wiadomość o pierwszym zimowym zdobyciu Broad Peaku. Wszyscy uczestnicy wyprawy wiedzieli, że to nieprawda, wszyscy oprócz Berbeki. Lwow opisał ten mechanizm zbiorowego milczenia z rozbrajającą precyzją:
„Maciejowi nie powiedziano o pomyłce ani wtedy, ani później […]. Nikt się na to nie zdobył: leader nie, gdyż zupełnie co innego podał w świat, koledzy nie, gdyż skoro nie kierownik, to czemużby oni, ja nie, bo o wszystkim wiedziałem »z trzeciej ręki«, no a poza tym z miejsca mogłoby to być postrzegane jako próba bagatelizowania mojej »porażki«. Mimo odmrożeń Berbeka był bardzo szczęśliwy i nikt nie miał serca tego szczęścia burzyć, a im więcej czasu mijało, tym trudniej było to uczynić.”
Ten cytat odsłania całą architekturę zbiorowego kłamstwa przez zaniechanie: każdy miał własny powód, by milczeć, a suma tych powodów tworzyła mur trudny do przebicia. Kierownik wyprawy podał nieprawdziwą informację publicznie i nie mógł się z tego wycofać bez blamażu. Koledzy czekali, aż zrobi to kierownik. Lwow, który znał fakty z relacji innych uczestników, ryzykował, że jego ujawnienie prawdy zostanie odczytane jako próba umniejszenia własnego odwrotu. Berbeka zaś był szczęśliwy, a szczęśliwych ludzi nikt nie chce ranić.
Po powrocie do kraju Berbekę uhonorowano medalem. Sprawa mogła zakończyć się na tym na zawsze.
Tekst w „Taterniczku” i jego cena
Lwow zdecydował się jednak napisać tekst do „Taterniczka”, w którym otwarcie przyznał, że Berbeka nie dotarł na szczyt. Jak ujął to sam alpinista:
„Jest on niższy [przedwierzchołek] od głównego zaledwie o 17 metrów, lecz odległy od niego aż o ok. godzinę wspinaczki eksponowaną granią. Ta godzina więcej mogłaby po prostu Maćka zgubić. Może więc dobrze się stało, że nie zorientował się w swej pomyłce?”
To zdanie, napisane po tygodniach milczenia całego środowiska, jest kluczem do zrozumienia motywacji Lwowa. Nie pisał, by upokorzyć Berbekę ani by rehabilitować własny odwrót. Pisał, bo granica między przedwierzchołkiem a szczytem była w tym przypadku granicą między życiem a śmiercią, i właśnie dlatego nie mogła być przemilczana. Lwow uzasadniał publikację odwołaniem do precyzji jako fundamentu górskiej etyki: szczyt to szczyt, nie „prawie szczyt”, a milczenie w tej kwestii chroniło zbiorowy komfort kosztem prawdy.
Artykuł wywołał burzę w środowisku polskich wspinaczy. Polski Związek Alpinistyczny oficjalnie przyznał, że Broad Peak zimą nie został zdobyty.
SB i granica, której nie przekroczył
Z ewidencji Służby Bezpieczeństwa wynika, że w latach osiemdziesiątych bezpieka usiłowała pozyskać Lwowa jako tajnego współpracownika i zarejestrowała go jako kandydata na TW. Do werbunku nie doszło. Lwow pisał o tych próbach i swojej odmowie w wydanej później książce.
Alpiniści epoki PRL wyjeżdżający regularnie za granicę byli dla SB szczególnie interesujący: utrzymywali kontakty z obcokrajowcami, poruszali się po krajach zachodnich i azjatyckich, wracali z wiedzą o świecie poza żelazną kurtyną. Próby werbunku przypadają na ten sam okres, w którym Lwow uczestniczył w kolejnych wyprawach himalajskich, nie wiadomo jednak na podstawie dostępnych źródeł, czy presja SB nasilała się przed jego tekstem w „Taterniczku”, czy po nim, ani czy miała jakikolwiek związek z tą publikacją. Człowiek, który nie zgodził się milczeć o Broad Peaku, nie zgodził się też grać roli informatora.
Miesięcznik, książka i nagrody
W 1994 roku Lwow powołał do życia pierwszy polski miesięcznik o tematyce górskiej, „Góry i Alpinizm”, i kierował nim przez dziesięć lat. W tym samym roku ukazała się jego książka zatytułowana „Zwyciężyć znaczy przeżyć”, tytuł ten jest jednocześnie najbardziej zwięzłym podsumowaniem jego filozofii alpinizmu: zwycięstwo nie oznacza koniecznie stanięcia na wierzchołku, lecz powrót w jednym kawałku.
Za osiągnięcia sportowe Lwow był dwukrotnie odznaczony złotym medalem „Za wybitne osiągnięcia sportowe”. W 1999 roku otrzymał nagrodę Kolos za zimową wyprawę na Mount Everest.
Najczęściej zadawane pytania
Czy Berbeka kiedykolwiek dowiedział się prawdy o Broad Peaku?
Ze źródeł wynika, że żaden z uczestników wyprawy, ani kierownik, ani koledzy, ani sam Lwow, nie zdecydował się powiedzieć Berbece o pomyłce bezpośrednio. Prawda wyszła na jaw dopiero po publikacji tekstu Lwowa w „Taterniczku” i po oficjalnym oświadczeniu Polskiego Związku Alpinistycznego. To oznacza, że Berbeka przez kilka tygodni po wyprawie, w tym podczas uroczystości, na której go odznaczono, żył w przekonaniu, że zdobył Broad Peak.
Jakie były konsekwencje ujawnienia prawdy dla samego Lwowa w środowisku alpinistycznym?
Źródło wskazuje, że artykuł w „Taterniczku” wywołał burzę w środowisku polskich wspinaczy. Sam Lwow przewidywał, że jego ujawnienie mogło zostać odczytane jako próba bagatelizowania własnego odwrotu na wysokości 7900 metrów, co sugeruje, że decyzja o publikacji wiązała się z ryzykiem towarzyskim i środowiskowym, nie tylko etycznym.
Czy podobne przypadki mylnego uznania przedwierzchołka za szczyt zdarzały się innym alpinistom?
Przypadek Berbeki na Broad Peaku jest szczególnie dobrze udokumentowany właśnie dlatego, że Lwow zdecydował się go opisać publicznie. Sama morfologia Broad Peaku, z wyraźnym przedwierzchołkiem (Rocky Summit) oddalonym od głównego szczytu o godzinę wspinaczki granią, sprawia, że pomyłka w warunkach zimowych, przy wyczerpaniu i ograniczonej widoczności, nie jest trudna do wyobrażenia. Źródło nie podaje innych analogicznych przypadków, jednak skala problemu ujawnia, że środowisko przez tygodnie uznawało tę pomyłkę za fakty wystarczające do uhonorowania medalem.
Czy Lwow żałował decyzji o zawróceniu na wysokości 7900 metrów?
Tytuł jego książki wskazuje na konsekwentną filozofię: powrót jest częścią alpinizmu, nie jego porażką. Sam przyznał jednak, że obawiał się, iż ujawnienie prawdy o błędzie Berbeki mogłoby być odczytane jako próba rehabilitacji własnego odwrotu, co sugeruje, że temat był dla niego emocjonalnie niejednoznaczny, nawet jeśli filozoficznie rozstrzygnięty.
Tekst powstał na podstawie: przystanekhistoria.pl, pl.wikipedia.org.
Fot. Kogo / Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
Materiał przygotowany z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji.









