Prezydent Karol Nawrocki odmówił podpisania nowelizacji Kodeksu wyborczego, która przewidywała coroczne dostosowywanie liczby mandatów poselskich w okręgach do zmian liczby mieszkańców. Decyzja wywołała ostrą reakcję członków Państwowej Komisji Wyborczej, którzy zarzucili prezydentowi działanie niezgodne z konstytucją i wskazali, że jego otoczenie mogło nie w pełni rozpoznać polityczne konsekwencje reformy.
Na czym polegał projekt
Nowelizacja zakładała wprowadzenie mechanizmu, w którym liczba mandatów przypisanych poszczególnym okręgom byłaby co roku aktualizowana na podstawie danych o liczbie osób uprawnionych do głosowania, gromadzonych w działającym od 2023 roku Centralnym Rejestrze Wyborców. Zamiast uchwalania zmian przez parlament przy każdej korekcie, Państwowa Komisja Wyborcza miałaby jedynie ogłaszać nowy podział w formie obwieszczenia. Zgodnie z projektem najwięcej zyskałyby duże ośrodki miejskie, w tym Warszawa i Wrocław, którym przybyłoby po kilka mandatów.
Argumenty za wetem
Prezydent uznał, że na rok przed wyborami do Sejmu nie powinno się ingerować w reguły, według których są one organizowane. Zastrzeżenia budził u niego również sam mechanizm: zamiast precyzyjnego określenia podziału mandatów w ustawie, decyzję pozostawiono obwieszczeniu wydawanemu przez PKW. Nawrocki ocenił forsowane zmiany jako przejaw „nerwowości rządzących przed poddaniem się demokratycznej ocenie ich działań” i zapowiedział, że „kuglowania wyborami nie będzie”.
PKW: naruszenie zasady równości wyborów
Decyzję prezydenta skrytykowali członkowie PKW. Ryszard Kalisz powiedział Onetowi, że jest mu przykro, bo prezydent postępuje niezgodnie z art. 96 ust. 2 Konstytucji, nakazującym, by wybory były powszechne, równe i proporcjonalne. Jako przykład wskazał Warszawę, której przypada obecnie 20 mandatów, choć według jego wyliczeń powinna mieć ich 23, a w poprzednich wyborach liczba ta sięgała nawet 31. Jak tłumaczył w TOK FM, oznacza to, że głos przeciętnego mieszkańca stolicy ma około 40 proc. mniejszą siłę niż głos mieszkańca Podkarpacia czy Lubelszczyzny.
Kalisz odparł też zarzut o ryzyku manipulowania granicami okręgów. Zaznaczył, że dzięki danym z Centralnego Rejestru Wyborców liczba mandatów byłaby wyliczana automatycznie, a PKW ograniczałaby się do ogłoszenia gotowego wyniku. Zwrócił uwagę, że siedziba PKW i Krajowego Biura Wyborczego znajduje się w tym samym budynku przy ulicy Wiejskiej co Kancelaria Prezydenta, co jego zdaniem oznaczało, że doradcy prezydenta mogli łatwo zweryfikować działanie mechanizmu przed rekomendacją weta.
Podobne zastrzeżenia zgłosił prof. Ryszard Balicki, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego i członek PKW. Nie kwestionował prawa głowy państwa do weta, ale ocenił krytycznie przedstawione uzasadnienie, mówiąc, że „używa się wielkich i nieprawdziwych słów przeciwko zmianie, która miała przywrócić stan zgodny z Konstytucją”. Zwrócił uwagę, że okres ciszy legislacyjnej przed wyborami jeszcze się nie rozpoczął, a Komisja Wenecka wskazuje, że przywracanie stanu zgodnego z konstytucją nie narusza tej zasady. Problem nieaktualnego podziału mandatów PKW sygnalizowała już w 2022 roku, kiedy dotyczył on 21 okręgów. Liczba mandatów nie była korygowana od 2011 roku, a zdaniem prof. Balickiego obecnie rozbieżność może obejmować nawet 23 z 41 okręgów w kraju.
Kto zyskałby na reformie
Kalisz przyznał, że w PKW rozważano apel do prezydenta o podpisanie ustawy, jednak komisja zrezygnowała z tego pomysłu, chcąc zachować apolityczny charakter. Zaznaczył przy tym, że z dostępnych analiz nie wynika jednoznacznie, iż dodatkowe mandaty w dużych miastach trafiłyby wyłącznie do ugrupowań liberalnych i lewicowych, mogłyby je zdobyć także partie prawicowe, w tym ugrupowania określane jako skrajnie prawicowe. Jego zdaniem otoczenie prezydenta mogło przyjąć uproszczone założenie, że w Warszawie z reguły wygrywają partie o profilu liberalnym, a na Podkarpaciu prawicowe, co niekoniecznie znajduje potwierdzenie w analizach.
Prof. Balicki powołał się na opracowania, w tym przygotowane przez prof. Flisa, z których wynika, że w przypadku dużych partii przesunięcia dotyczyłyby jednego lub dwóch mandatów, część ugrupowań traciłaby, część zyskiwała, a zyskać mogłyby również mniejsze partie, w podobnej skali. W efekcie weta prezydenckiego mechanizm corocznego przeliczania mandatów na razie nie wejdzie w życie.
Materiał przygotowany z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji.









