PSL żąda limitu kadencji dla posłów. „Trochę przewietrzyć Sejm”

0
12
ELIGERE.PL | Pusta sala obrad Sejmu RP. Foto: AI
ELIGERE.PL | Pusta sala obrad Sejmu RP. Foto: AI

Sejm odrzucił w czwartek projekt PSL, który miał znieść ograniczenie liczby kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Koalicja rządząca nie zagłosowała w tej sprawie jednomyślnie, a część posłów Lewicy wstrzymała się lub zagłosowała inaczej, niż oczekiwali ludowcy. W odpowiedzi PSL zapowiedziało własny projekt wprowadzający limit kadencji dla posłów i senatorów. Do sporu w koalicji odniósł się wiceszef MSWiA Czesław Mroczek.

Spór o dwukadencyjność w samorządach

Projekt PSL zakładał zniesienie przepisu, zgodnie z którym funkcję wójta, burmistrza lub prezydenta miasta można pełnić najwyżej przez dwie kolejne kadencje. Ograniczenie to wprowadził wcześniej rząd Prawa i Sprawiedliwości. Koalicja rządowa chciała je zdjąć, jednak w trakcie głosowania zabrakło jednomyślności i inicjatywa przepadła. Po porażce PSL opublikowało w mediach społecznościowych komunikat zapowiadający dalsze kroki partii: „Chcecie dwukadencyjności? To wprowadźmy jedne zasady dla wszystkich”.

Ludowcy oskarżają Lewicę

Szef klubu PSL Krzysztof Paszyk przyznał w programie „Tłit” WP, że jego ugrupowanie czuje się oszukane przez klub Lewicy, gdyż projekt poparła tylko część posłów tej formacji, a sam lider wstrzymał się od głosu. Paszyk użył wobec nich określenia „komunistów”, na co zareagował rzecznik Nowej Lewicy Łukasz Michnik, zarzucając mu „polityczne chuligaństwo”.

Mieszane reakcje na pomysł limitu kadencji dla parlamentu

Zapowiedź PSL dotycząca wprowadzenia dwukadencyjności dla posłów i senatorów podzieliła polityków koalicji. Krzysztof Szczucki z Rozwoju Plus zwrócił uwagę, że taka zmiana wymagałaby nowelizacji konstytucji, a PSL nie dysponuje odpowiednią większością, by ją przeprowadzić. Podobnie ocenił Tomasz Trela z Nowej Lewicy, według którego „nie ma takiej przestrzeni, żeby zmieniać konstytucję i Władysław Kosiniak-Kamysz doskonale to wie”. Trela dodał: „Wiem, że to zagranie polityczne i mobilizujące, ale nie spodziewam się większości dla takich zmian”.

Inaczej do sprawy podszedł rzecznik Nowej Lewicy Łukasz Michnik, który ocenił, że propozycja „mogłoby pozwolić trochę przewietrzyć Sejm”, otwierając parlament na nowe twarze, ekspertów i działaczy społecznych spoza struktur partyjnych. Przeciwnego zdania był Witold Zembaczyński z KO, który zauważył, że zmiana oznaczałaby odejście z parlamentu wielu doświadczonych polityków, w tym liderów partii. Jego zdaniem to „raczej pomysł zgłoszony dla odwrócenia uwagi, niż realne rozwiązanie”, bo trudno wyobrazić sobie parlament bez kierownictw partyjnych.

Poseł PSL Marek Sawicki zapowiedział, że jeśli projekt dotyczący dwukadencyjności w Sejmie i Senacie nie uzyska większości parlamentarnej, partia skorzysta z inicjatywy ustawodawczej, a w razie potrzeby również z referendum, w którym obywatele zdecydowaliby o limicie kadencji dla wszystkich polityków.

KO: sprawa była do wygrania

W rozmowie w programie „Tłit” WP Czesław Mroczek ocenił, że koalicja rządowa musi wyciągnąć wnioski z przegranego głosowania, ponieważ sprawa była, jak stwierdził, do wygrania. Zwrócił też uwagę na niespójność stanowiska PSL: „Jeżeli koleżanki i koledzy z PSL-u są przeciwni dwukadencyjności, to nie mogą zgłaszać projektu dotyczącego super dwukadencyjności. No, to jest nielogiczne”. Mroczek dodał, że jego zdaniem w parlamencie „jest większość do zniesienia dwukadencyjności” w samorządach, mimo że pierwotny projekt PSL nie przeszedł.

Materiał przygotowany z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj