Prymas Hlond i kościelna reorganizacja Ziem Zachodnich – decyzje, które wyprzedziły traktaty

0
10
Prymas Hlond i kościelna reorganizacja Ziem Zachodnich – decyzje, które wyprzedziły traktaty
Fot. Sonny Vermeer / Pexels

Gdy polscy osadnicy zaczęli napływać na Pomorze Zachodnie i Ziemię Lubuską, zastawali tereny od wieków ewangelickie, pozbawione katolickich struktur. Kardynał August Hlond, dysponując nadzwyczajnymi uprawnieniami przyznanymi przez papieża, postanowił wypełnić tę próżnię, nim zdążą to uczynić traktaty. Jego pospieszne, kontrowersyjne decyzje okazały się trwalsze niż sprzeciw, który wywołały.

Najważniejsze:

  • Na początku 1945 roku blisko dziewięć dziesiątych mieszkańców Pomorza Zachodniego i środkowego Nadodrza wyznawało protestantyzm ewangelicko-augsburski, a katolicy stanowili wyraźną mniejszość.
  • Latem 1945 roku papież Pius XII przekazał kardynałowi Hlondowi uprawnienia kanoniczne normalnie zarezerwowane wyłącznie dla Stolicy Apostolskiej.
  • W sierpniu 1945 roku prymas powołał jednocześnie pięciu administratorów apostolskich dla różnych obszarów ziem przyłączonych do Polski.
  • Siedzibą nowej administracji apostolskiej dla Pomorza Zachodniego i Ziemi Lubuskiej stał się Gorzów Wielkopolski, nie Szczecin, z powodów ściśle geopolitycznych.
  • Episkopat Niemiec zaskarżył decyzje Hlonda do Watykanu, jednak papież nie unieważnił decyzji prymasa.

Region bez katolickich korzeni i nagła potrzeba struktur

Pomorze Zachodnie przez kilka stuleci pozostawało obszarem zdominowanym przez protestantyzm. Gdy kończyła się II wojna światowa, ewangelicy stanowili tam zdecydowaną większość, a sieć katolickich parafii praktycznie nie istniała. Tymczasem na mocy postanowień konferencji poczdamskiej tereny te włączono do Polski, a dotychczasowi mieszkańcy zaczęli je opuszczać lub byli przesiedlani. Ich miejsce zajmowali polscy osadnicy, w przeważającej mierze katolicy.

Skala potrzeb była natychmiastowa: napływająca ludność wymagała duchowieństwa, sakramentów i zorganizowanej parafialnej codzienności. Wśród pierwszych duchownych, którzy pojawili się na tych ziemiach, byli Chrystusowcy, zgromadzenie zakonne związane z kard. Hlondem. Ich przybycie było symptomatyczne: to właśnie zakorzenione w polskiej tradycji zakony, a nie przypadkowi kapłani, miały budować Kościół od podstaw na ziemiach, które dopiero stawały się polskie.

Kardynał Hlond rozumiał, że zwłoka w organizowaniu struktur kościelnych oznaczałaby wyznaniową i instytucjonalną próżnię w miejscu, gdzie dopiero rodziło się polskie osadnictwo. Kościelna administracja stawała się w tej sytuacji czymś więcej niż religijną formalnością, była jednym z pierwszych aktów faktycznej integracji tych ziem z resztą kraju, wyprzedzającym o dekady traktatowe rozstrzygnięcia graniczne.

Misja w Rzymie i zakres uprawnień

Jeszcze przed powrotem do Polski kardynał przebywał w Rzymie, gdzie pod koniec czerwca 1945 roku przedstawił watykańskim dykasteriom propozycje dotyczące odbudowy życia kościelnego w Polsce. Rozmowy prowadził przede wszystkim z ks. Domenico Tardinim, który pełnił wówczas funkcję sekretarza Kongregacji do Spraw Nadzwyczajnych Kościoła. Na stole negocjacyjnym znalazły się kwestie praktyczne: powoływanie kapituł katedralnych, uprawnienia ordynariuszy bez sakry biskupiej do udzielania bierzmowania, zasady obsadzania beneficjów dotąd zastrzeżonych dla Watykanu, możliwość udzielania dyspens i mianowania proboszczów. Rozmawiano też o relacjach między Kościołem a nową władzą polityczną.

Na początku lipca 1945 roku papież Pius XII przyznał kardynałowi specjalne pełnomocnictwa uprawniające go do podejmowania decyzji kanonicznych, które w normalnym trybie wymagałyby zatwierdzenia Stolicy Apostolskiej. Dlaczego papież zdecydował się na tak daleko idące rozwiązanie? Polska po sześciu latach wojennej dewastacji potrzebowała błyskawicznej odpowiedzi instytucjonalnej, a standardowe procedury watykańskie, oparte na wielomiesięcznych konsultacjach, zupełnie nie przystawały do tempa zachodzących zmian. Pius XII, obserwujący katastrofę Kościoła w całej Europie Środkowej i Wschodniej, zdecydował się przyspieszyć odbudowę przez delegację uprawnień do człowieka na miejscu.

Istotny jednak szczegół: przekazany Hlondowi dokument nie przewidywał wprost tworzenia nowych kościelnych jednostek organizacyjnych na obszarach dawnych diecezji, które wskutek zmian granicznych przeszły pod polską jurysdykcję państwową. Ten zapis, a właściwie jego brak, stał się za kilkanaście miesięcy osią poważnego sporu.

Pięć decyzji w jednym dniu

Po powrocie do kraju w lipcu 1945 roku kardynał Hlond niezwłocznie przystąpił do działania. Piętnastego sierpnia mianował jednocześnie pięciu administratorów apostolskich, tworząc nowe kościelne jednostki terytorialne na ziemiach przyłączonych do Polski.

Administrator apostolski Przydzielony obszar
ks. Teodor Bensch diecezja warmińska
ks. Andrzej Wronka diecezja gdańska
ks. Edmund Nowicki Gorzów Wielkopolski, Pomorze Zachodnie i Ziemia Lubuska
ks. Karol Milik administratura apostolska we Wrocławiu, Dolny Śląsk
ks. Bolesław Kominek Śląsk Opolski

Jednostka powołana dla Pomorza Zachodniego i Ziemi Lubuskiej przyjęła nazwę nawiązującą do historycznych biskupstw w Kamieniu Pomorskim i Lubuszu, dwóch średniowiecznych, przedreformacyjnych stolic diecezjalnych tego regionu. Nie było w tym przypadku: odwołując się do katolickich korzeni sprzed protestantyzmu, nowa administracja kościelna wpisywała polskie roszczenia do tych ziem w długą historyczną narrację, sięgającą epoki, gdy region ten należał do łacińskiego świata Kościoła. Pod względem terytorialnym nowa jednostka obejmowała powierzchnię niemal czterdziestu ośmiu tysięcy kilometrów kwadratowych, co stanowiło mniej więcej jedną siódmą ówczesnego terytorium Polski, obszar porównywalny łącznie z dzisiejszymi województwem zachodniopomorskim i lubuskim. Ksiądz Nowicki rozpoczął pełnienie swojej funkcji od września 1945 roku.

Dlaczego nie Szczecin

Wybór siedziby nowej administracji nie był oczywisty. Rozważano Piłę, ale miasto było zbyt zniszczone, by pełnić taką rolę. Poważnie brano pod uwagę Stargard, a Szczecin jako stolica Pomorza Zachodniego wydawał się naturalnym kandydatem, miejscowe władze administracyjne aktywnie o to zabiegały. Ksiądz Nowicki wybrał jednak Gorzów Wielkopolski.

Decydującą rolę odegrała rozmowa administratora z prymasem. Kardynał Hlond sformułował swoje stanowisko bez ogródek: Szczecin leżał za Odrą, na obrzeżach nowego terytorium, a jego ostateczna przynależność do Polski nie była jeszcze gwarantowana żadnym traktatem pokojowym. Prymas wyraził swój pogląd w słowach, które Nowicki przytaczał później jako podstawę decyzji:

„W każdym razie nie radziłbym w Szczecinie dlatego, że Szczecin leży na peryferiach, a po drugie, że leży poza Odrą. Jeszcze nie wiadomo jak te mocarstwa ustosunkują się do naszych granic. Nie chciałbym, ażeby nasi sąsiedzi zachodni mieli wielką radość, gdyby polski biskup musiał wycofać się ze Szczecina. I dlatego, owszem, może byłoby dobrze przewidzieć tam miejsce na katedrę, na kurię biskupią, rezydencję i seminarium, ale nie radziłbym tam mieszkać”.

Cytat ten odsłania logikę myślenia Hlonda z tamtego okresu: nie ideologiczną, lecz czysto pragmatyczną. Prymas kalkulował publicznie, że wycofanie się biskupa z Szczecina pod naciskiem mocarstw byłoby propagandową przegraną, której wolał uniknąć. Zaproponował kompromis: zaplanować tam infrastrukturę kościelną na przyszłość, ale tymczasowo ulokować siedzibę w głębi polskiego terytorium, za Odrą. Kwestia przynależności Szczecina do Polski rozstrzygnęła się ostatecznie pomyślnie dla strony polskiej, lecz decyzja o Gorzowie zapadła wcześniej i nie została zmieniona.

Warto tu zauważyć szerszy kontekst geopolityczny: żadne zachodnie mocarstwo nie podpisało jeszcze traktatu pokojowego z Niemcami. Granica na Odrze i Nysie Łużyckiej była faktem administracyjnym, nie prawnym. Hlond budował struktury kościelne w warunkach fundamentalnej niepewności co do tego, czy ziemie, na których je budował, pozostaną polskie. Jego ostrożność przy wyborze Gorzowa była w tej sytuacji wyrazem politycznej dalekowzroczności, nie wahania.

Sprzeciw Episkopatu Niemiec i reakcja Watykanu

Ustanowienie polskich struktur kościelnych na terenach dawnych diecezji niemieckich nieuchronnie musiało wywołać reakcję tamtejszych biskupów. Formalny sprzeciw nie kazał na siebie długo czekać: niemieccy hierarchowie zarzucili Hlondowi przekroczenie zakresu uprawnień przyznanych mu przez papieża i skierowali skargi do Stolicy Apostolskiej.

Kardynał odpowiedział pismem do Watykanu w październiku 1946 roku. Tłumaczył, że podczas rozmowy z ks. Tardinim usłyszał sugestię, iż rozwiązanie polegające na mianowaniu administratorów apostolskich byłoby pożądane właśnie na ziemiach na wschód od Odry, choć jego rozmówca wspomniał też, że wcześniej należałoby to skonsultować z zainteresowanymi biskupami. Hlond przyznał, że dokument formalnie nadający mu pełnomocnictwa otrzymał wieczorem bezpośrednio przed wyjazdem z Rzymu i nie zdążył go wówczas dokładnie przestudiować, co utwierdziło go w przekonaniu, że zakres przyznanej mu władzy obejmuje również działania na ziemiach dotąd administrowanych przez diecezje niemieckie.

Pius XII zlecił szczegółową analizę sprawy po tym, jak do Watykanu zaczęły wpływać skargi ze strony episkopatu Niemiec. Weryfikacja jednak nie doprowadziła do unieważnienia decyzji prymasa. Kościelna administracja apostolska na Ziemiach Zachodnich kontynuowała działalność, a struktury powołane w sierpniu 1945 roku przetrwały zarówno śmierć Hlonda w 1948 roku, jak i kolejne dekady politycznych napięć.

Dziedzictwo działań podjętych przed traktatami

Decyzje kardynała Hlonda z lata 1945 roku były z definicji prowizoryczne: administratury apostolskie to twory tymczasowe, mające zastąpić regularne diecezje do czasu trwałego uregulowania sytuacji. Trwałość okazała się jednak zaskakująca, formalne przekształcenie tych struktur w pełnoprawne diecezje rozciągnęło się na kolejne dekady i było ściśle powiązane z normalizacją stosunków między Polską a Republiką Federalną Niemiec.

Paradoks działań Hlonda polega na tym, że instytucje kościelne, budowane w pośpiechu i warunkach prawnej niepewności, okazały się trwalszym spoiwem integracji Ziem Zachodnich niż niejeden akt administracji państwowej. Prymas stawiał na szybkość tam, gdzie standardowe procedury kościelne nakazywały ostrożność, i ta szybkość okazała się jego głównym atutem. Kościelny podział administracyjny Pomorza Zachodniego i Ziemi Lubuskiej, ukształtowany latem 1945 roku w warunkach tymczasowości i geopolitycznej niepewności, jest odczuwalny w strukturze tych ziem po dziś dzień.

Tekst powstał na podstawie: przystanekhistoria.pl, pl.wikipedia.org.

Fot. Sonny Vermeer / Pexels


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj