Państwo z tektury. Gdy Centralny Azyl dla Zwierząt pozostaje fikcją, egzotyczne okazy znikają za granicą

0
129

Polskie służby celne, straż graniczna i policja od lat zmagają się z brakiem miejsca dla konfiskowanych zwierząt. Przemycane gady, porzucone drapieżniki i okazy z pseudohodowli stają się kłopotliwymi „dowodami rzeczowymi”, dla których w systemie nie ma fizycznego miejsca. Tak samo ze zwierzętami odbieranymi z pseudohodowli, czy od znęcającymi się nad nimi właścicielami. Remedium na ten problem miał być Centralny Azyl dla Zwierząt, w skrócie CADZ. Hucznie zapowiadany przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska oraz opisywany w mediach jako „unikalny projekt w skali Europy” (RMF24 w 2025 r.), do dziś pozostaje jednak instytucją niemal wyłącznie fasadową.

Wielkie zapowiedzi a kalendarz z gumy

Aby zrozumieć skalę urzędniczej inercji, wystarczy prześledzić nagłówki z ostatnich lat. Gdy jesienią 2022 roku procedowano i uchwalano nowelizację przepisów o Centralnym Azylu (o czym szczegółowo informował serwis Prawo.pl), narracja administracji centralnej była pełna optymizmu. Portal Samorządowy w tamtym czasie publikował teksty z kategorycznymi tytułami: „W 2024 r. powstanie centralny azyl dla zwierząt”. Państwowa placówka miała zostać szybko i sprawnie wybudowana na terenie dawnego Radiowego Ośrodka Nadawczego „Leszczynka” w miejscowości Warszawianka, na styku Lasów Chojnowskich w gminie Lesznowola (co relacjonowała m.in. warszawska „Wyborcza”).

Jak wygląda rzeczywistość? Mamy końcówkę 2026 roku, a ów azyl to wciąż pusty plac. Z pierwotnych obietnic i hucznych terminów nie zostało absolutnie nic. Jak już w 2025 roku alarmował portal InfoWet w tekście zatytułowanym „Azyl dla zwierząt, którego nie ma. Wielomilionowa inwestycja wciąż w powijakach”, rządowy kalendarz uległ drastycznemu rozciągnięciu. Z doniesień Radia dla Ciebie (RDC) z kwietnia 2026 roku dowiadujemy się, że państwo dopiero na wiosnę bieżącego roku uroczyście podpisało… zaledwie umowę na stworzenie dokumentacji projektowej. Samo opracowywanie planów ma potrwać do 2027 roku, a fizyczna budowa została przesunięta na mgliste lata 2028–2031. To blisko dekada zwłoki w stosunku do faktycznych potrzeb oraz pierwotnych deklaracji.

Biurokratyczna fikcja. Cztery zwierzęta na krzyż Najlepszym, a zarazem najbardziej groteskowym dowodem na to, czym faktycznie jest dziś wyczekiwany ośrodek, jest oficjalny dokument uwieczniony dokumencie: „Uproszczone roczne sprawozdanie z działalności Centralnego Azylu dla Zwierząt za rok 2025”. Dokument ten nosi datę 26 marca 2026 r..

Zestawienie to bezlitośnie obnaża urzędniczą iluzję całego przedsięwzięcia na obecnym etapie. W 2025 roku ten dumnie brzmiący państwowy organ przyjął łącznie zaledwie cztery okazy fauny. Zgodnie z tabelą, były to precyzyjnie:

  • jeden osobnik niedźwiedzia brunatnego.
  • jedna sowa pójdźka.
  • jedna papuga rudosterka zielonolica.
  • jedna nierozłączka Fischera.

Co więcej, z powodu absolutnego braku jakichkolwiek wybiegów, klatek czy infrastruktury technicznej, liczba zwierząt przetrzymywanych w Centralnym Azylu wyniosła zero. Organ zadziałał więc wyłącznie jako logistyczny „przekaźnik” – całą tę mizerną gromadkę natychmiast przekazano innym podmiotom, co własnym podpisem cyfrowym zatwierdził Zastępca Dyrektora CADZ, Grzegorz Bituła-Prószyński. Gdzie mieści się ta instytucja? Na pieczątce widnieje warszawski adres do korespondencji: ul. Skwer Kardynała Stefana Wyszyńskiego 5/21 – zwykły lokal biurowy w stolicy. Państwo powołało więc do życia dyrekcję, pieczątkę i sekretariat, ale zwierzęta z interwencji policyjnych i udaremnionych przemytów celnych wciąż nie mają się gdzie podziać.

Brak dialogu i rosnące obawy sąsiadów

Odrębnym, bardzo palącym aspektem całej inwestycji jest fatalna polityka informacyjna i ignorowanie społeczności lokalnej. Mieszkańcy gminy Lesznowola, zaniepokojeni wizją ogromnej budowy, wielokrotnie podnosili alarm. Wystarczy przyjrzeć się pełnym emocji wpisom na facebookowym profilu „Inicjatywa Gmina Lesznowola”, gdzie otwarcie wskazywano, że inwestycja dotyka mieszkańców bezpośrednio, a proceduje się ją bez rozwiania uzasadnionych obaw ludzi.

Społeczność ma prawo czuć dyskomfort na wieść o tym, że za miedzą będą tymczasowo przetrzymywane jadowite węże, chore zwierzęta z zatrzymanych transportów, gatunki inwazyjne, czy potężne drapieżniki – takie jak wspomniany w sprawozdaniu z 2025 roku niedźwiedź brunatny. Brak transparentnego przekazu ze strony ministerstwa na temat tego, jak fizycznie ośrodek zostanie odizolowany i zabezpieczony, sprawia, że projekt budzi skrajny sprzeciw sąsiadów. Zamiast współpracować ze społecznością, państwo ignoruje ich wątpliwości, podkopując resztki zaufania.

Tragiczne skutki dla systemu

Konsekwencje braku namacalnego CADZ ponoszą przede wszystkim zwierzęta. Wobec bezradności państwowego aparatu, cały ciężar opieki nad zarekwirowanymi z przemytu pytonami, pumami, lemuarami czy małpkami wciąż spada na fundacje, schroniska i samorządowe ogrody zoologiczne. Zmuszane do łatania systemowych dziur, organizacje te często nie dysponują wystarczającymi funduszami ani stałym zapleczem kwarantannowym do przyjmowania tak niebezpiecznych i wymagających specyficznej opieki gatunków z załączników CITES. Rodzi to patologie, a same służby nieraz zwlekają z interwencjami, bo po prostu nie wiedzą, co zrobić z odebranym pająkiem czy małpiatką.

Historia Centralnego Azylu dla Zwierząt to kwintesencja polskiej administracji. Politycy chętnie brylują przed kamerami w aurze obrońców przyrody, zapowiadając nowoczesne ośrodki. Po latach pracy zostaje jednak jedynie zdewastowany, zarośnięty teren w Warszawiance i groteskowe, urzędnicze sprawozdanie o czterech przekazanych dalej sztukach. Pozostaje mieć nadzieję, że rok 2031 w końcu przyniesie otwarcie pierwszych boksów. Jeśli nie – przemytnicy będą dalej śmiać się z przepisów, a ofiarami niemocy państwa pozostaną te istoty, które miały w nim znaleźć upragniony azyl.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj