
Zeznania prof. Jana Grabowskiego w procesie Grzegorza Brauna zbiegły się z druzgocącą krytyką ze strony polskich badaczy, którzy punkt po punkcie wykazują fałszerstwa w jego publikacjach. Na kanale Stanisława Michalkiewicza padły mocne oskarżenia pod adresem kanadyjskiego historyka, a sprawa wyrwanego w Niemieckim Instytucie Historycznym mikrofonu stała się punktem wyjścia do znacznie szerszej debaty – o zorganizowanym zniekształcaniu prawdy o II wojnie światowej, milczeniu kolejnych rządów i mechanizmach międzynarodowej „pedagogiki wstydu”.
Gdy przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia stawał poseł Grzegorz Braun, oskarżony o zakłócenie wykładu w Niemieckim Instytucie Historycznym, mało kto spodziewał się, że proces o wyrwany ze stojaka mikrofon przerodzi się w wielką rozprawę nad stanem polskiej i międzynarodowej historiografii. Głównym świadkiem oskarżenia był prof. Jan Grabowski z Uniwersytetu w Ottawie – postać uchodząca w zachodnich salonach akademickich za czołowy autorytet w badaniach nad Zagładą, a w Polsce będąca symbolem rewizjonizmu obarczającego naród polski współodpowiedzialnością za Holokaust.
Książkę „Proces pokazowy. Oskarżony Grzegorz Braun” można zamówić TUTAJ.
Podczas internetowej dyskusji Stanisława Michalkiewicza i Jarosława Kornasia, autora głośnej książki „Proces pokazowy. Oskarżony Grzegorz Braun”, padły słowa, które w oficjalnym obiegu medialnym są systematycznie przemilczane. Zdaniem rozmówców to nie Grzegorz Braun powinien zasiadać dziś na ławie oskarżonych, lecz metodologia badawcza, którą posługują się autorzy pokroju Grabowskiego.
Sądowy spektakl i echa minionej epoki
Samo zachowanie prof. Grabowskiego przed obliczem sądu rzuca wymowne światło na charakter całej sprawy. Kanadyjski wykładowca, który na co dzień w bezpardonowy sposób oskarża polskie społeczeństwo o bezduszność i zbrodnie, w sali sądowej przyjął pozę straumatyzowanej ofiary. Opowiadał o rzekomych głębokich urazach psychicznych, jakich miał doznać w wyniku interwencji poselskiej Brauna, co Michalkiewicz skwitował z właściwą sobie gorzką ironią.
Znacznie bardziej niepokojący był jednak kontekst polityczno-medialny towarzyszący rozprawie. Na widowni demonstracyjnie zasiedli czołowi publicyści „Gazety Wyborczej” – m.in. Jarosław Kurski i Wojciech Czuchnowski. Zdaniem Stanisława Michalkiewicza ich obecność nie była przypadkowa i stanowiła czytelną próbę wywarcia presji psychologicznej na skład sędziowski. Publicysta porównał tę sytuację do stalinowskich procesów pokazowych z lat 50., kiedy to funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa zasiadali w pierwszych rzędach, paraliżując niezawisłość sędziów i odbierając oskarżonym elementarne prawo do obrony.
W warszawskim sądzie scenariusz ten zdawał się powtarzać: prowadzący rozprawę sędzia seryjnie uchylał pytania zadawane świadkowi przez obrońców posła, by ostatecznie usunąć samego Grzegorza Brauna z sali rozpraw.
Książkę „Proces pokazowy. Oskarżony Grzegorz Braun” kupisz TUTAJ.
Metoda „z sufitu”: Od stu tysięcy do nieskończoności
Sprawa incydentu w NIH jest jednak jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Istotą problemu pozostaje to, czym prof. Grabowski zajmuje się w swoich pracach naukowych. W ocenie Michalkiewicza i Kornasia mamy do czynienia z prostą kontynuacją linii wyznaczonej przed laty przez Jana Tomasza Grossa. O ile jednak Gross – z wykształcenia socjolog – potrafił wprost przyznać, że do swoich „odkryć” dochodził swoistą „metodą objawienia”, o tyle Grabowski występuje z pozycji rygorystycznego profesora historii, choć jego warsztat z nauką ma niewiele wspólnego.
Najbardziej jaskrawym dowodem na propagandowy charakter tej twórczości jest swobodne żonglowanie liczbami rzekomych polskich ofiar Holokaustu. Początkowo Grabowski operował liczbą stu tysięcy Żydów zamordowanych przez Polaków lub z ich bezpośredniej winy. Następnie – bez przedstawienia jakichkolwiek nowych baz źródłowych czy bilansów demograficznych – liczbę tę podwoił do dwustu tysięcy.
Na tym licytacja się jednak nie skończyła. Jak przypomniał Jarosław Kornaś, cytując polemikę znanego publicysty Leszka Żebrowskiego, w kolejnych wypowiedziach Grabowskiego zaczęły pojawiać się sformułowania o „niepoliczonych setkach tysięcy ofiar granatowej policji”. W ten sposób, za pomocą publicystycznego zabiegu, z 200 tysięcy zrobiło się 300, a może i 600 tysięcy.
W publicystyce historycznej Grabowskiego liczby te nie wynikają z kwerend archiwalnych, lecz z doraźnego zapotrzebowania na podtrzymywanie narracji o rzekomym polskim współudziale w ludobójstwie.
Książkę „Proces pokazowy. Oskarżony Grzegorz Braun” można zamówić TUTAJ.
Realia okupacji: Odpowiedzialność zbiorowa a heroizm
Stanisław Michalkiewicz zwrócił uwagę na metodyczne abstrahowanie autorów pokroju Grabowskiego od realnego kontekstu prawnego panującego na ziemiach okupowanych. W Generalnym Gubernatorstwie obowiązywał bezwzględny terror, jakiego nie znała Europa Zachodnia: za najmniejszy gest pomocy uciekającemu Żydowi – podanie kromki chleba czy użyczenie stodoły na nocleg – groziła kara śmierci. Co gorsza, Niemcy stosowali zasadę odpowiedzialności zbiorowej, bezwzględnie mordując całe rodziny, z niemowlętami włącznie, czego tragicznym symbolem stał się los Ulmów z Markowej.
W tych nieludzkich realiach każdy kontakt z ukrywającym się wiązał się z ryzykiem zwielokrotnionym. Jak podkreślił publicysta, schwytani przez gestapo uciekinierzy pod wpływem brutalnych tortur bardzo często załamywali się i wskazywali polskie domy, w których wcześniej otrzymali pomoc. Mimo to tysiące Polaków podjęło ryzyko, czego dowodem jest największa liczba drzewek w jerozolimskim instytucie Yad Vashem.
Jako kontrast dla uogólniającej tezy o polskim antysemityzmie Michalkiewicz przywołał osobiste wspomnienie ze swoich rodzinnych Bełżyc. W miasteczku tym przez całą wojnę mieszkała rodzina żydowskiego neofity o nazwisku Fisz. Choć wszyscy sąsiedzi doskonale wiedzieli o jej pochodzeniu, nikt nie złożył donosu, a matka późniejszej szkolnej koleżanki publicysty przeżyła okupację bez konieczności ukrywania się w leśnych bunkrach.
Zamiast jednak rzetelnie ukazywać dramatyzm tamtych wyborów, nowoczesny rewizjonizm woli powielać literackie mistyfikacje pokroju „Malowanego ptaka” Jerzego Kosińskiego. Choć Kosiński wraz z rodziną przetrwał wojnę dzięki ofiarności polskich chłopów na Podkarpaciu, w Ameryce stworzył z nich potwornych sadystów. Dopiero reporterskie śledztwo Joanny Siedleckiej, opisane w książce „Czarny ptasior”, bezlitośnie obnażyło konfabulacje pisarza. Grabowski i jego środowisko idą dokładnie tym samym śladem.
Książkę „Proces pokazowy. Oskarżony Grzegorz Braun” kupisz TUTAJ.
Niemieckie fundacje i „przemysł Holokaustu”
Dlaczego tezy o polskiej winie znajdują tak podatny grunt na arenie międzynarodowej? Michalkiewicz wskazuje na dwa potężne wektory geopolityczne:
- Niemiecka polityka historyczna (Geschichtspolitik): Przerwany przez Grzegorza Brauna wykład odbywał się w Niemieckim Instytucie Historycznym i był współfinansowany przez niemiecką Fundację Maxa Webera. Fundacje tego typu – podobnie jak Fundacja Adenauera – choć formalnie działają jako podmioty prywatne, dysponują ogromnymi subwencjami rządu federalnego w Berlinie. Ich nadrzędnym celem jest stopniowe rozmywanie wyłącznej odpowiedzialności Niemiec za zbrodnie II wojny światowej i transferowanie odium na podbite narody Europy Środkowo-Wschodniej. Autorzy tacy jak Grabowski idealnie wpisują się w ten proces, zdejmując z Niemców brzemię jedynych sprawców.
- Roszczenia majątkowe i interesy środowisk żydowskich: Podtrzymywanie tezy o polskim współsprawstwie w Holokauście stanowi taran moralny służący wymuszaniu na państwie polskim bezpodstawnych odszkodowań za mienie bezspadkowe.
Gorzką puentą dyskusji jest postawa kolejnych polskich ekip rządzących. Niezależnie od tego, czy przy władzy znajdowała się Platforma Obywatelska, czy Prawo i Sprawiedliwość, instytucje firmujące narrację zbieżną z tezami Grabowskiego – na czele z warszawskim Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN – otrzymywały wielomilionowe dotacje z kieszeni polskiego podatnika. Obrona polskiego imienia została tymczasem zepchnięta na margines i pozostawiona samotnej „partyzantce historycznej” – badaczom takim jak Piotr Gontarczyk, Leszek Żebrowski, Tomasz Sommer, Marek Jan Chodakiewicz czy Wojciech Sumliński.
Książkę „Proces pokazowy. Oskarżony Grzegorz Braun” można zamówić TUTAJ.
Dopóki polskie instytucje państwowe nie zdobędą się na twardą, systemową obronę prawdy o hekatombie II wojny światowej, dopóty procesy takie jak ten wytoczony Grzegorzowi Braunowi będą przypominać orwellowski teatr absurdu, w którym to kłamstwo zasiada w ławach profesorskich, a prawda musi bronić się sama.
Dyskusję można obejrzeć tutaj:








