Michalkiewicz o tym, jak układają nam świat. „Kadry decydują o wszystkim”

0
247

Stanisław Michalkiewicz w swoim najnowszym Komentarzu Tygodnia kreśli obraz międzynarodowej polityki jako gry wielkich mocarstw, w której o przyszłości państw decydują nie tylko wybory i oficjalne deklaracje, ale przede wszystkim personalia, zakulisowe porozumienia oraz interesy politycznych elit. Publicysta odnosi się do sytuacji na Bliskim Wschodzie, wyborów w Brazylii, możliwych zmian w Europie, wojny na Ukrainie oraz przyszłości polskiej sceny politycznej. Nie brakuje przy tym charakterystycznej ironii i ostrych ocen.

Wielka gra mocarstw i koncepcja nowego porządku świata

Jednym z głównych wątków komentarza Michalkiewicza jest perspektywa nowego układu sił na świecie. Publicysta zwraca uwagę na możliwość porozumienia Stanów Zjednoczonych, Chin i Rosji, które miałoby doprowadzić do ustanowienia nowego porządku międzynarodowego.

Jak przekonuje, coraz wyraźniej rysuje się wizja świata zdominowanego przez kilka najpotężniejszych ośrodków politycznych. Swoje rozważania odnosi do powieści George’a Orwella „Rok 1984”, w której rzeczywistość została podzielona między trzy wielkie mocarstwa.

„Ten nowy porządek świata będzie w ogólnych zarysach trochę podobny do porządku świata nakreślonego w profetycznej książce Jerzego Orwella, »Rok 1984«” – mówi Michalkiewicz.

W tej wizji najważniejsze państwa mogą zawierać sojusze, zmieniać partnerów i prowadzić konflikty, jednocześnie pilnując, by rywalizacja nie wymknęła się spod kontroli. Publicysta odnosi tę koncepcję między innymi do wojny na Ukrainie, którą przedstawia jako konflikt uwikłany w szerszą rywalizację międzynarodową.

W jego ocenie kluczowe znaczenie będą miały decyzje podejmowane przez Waszyngton, Pekin i Moskwę, a także ewentualne zmiany polityczne w państwach europejskich.

Bliski Wschód i polityczne kalkulacje Netanjahu

Michalkiewicz poświęca uwagę również sytuacji w Izraelu oraz politycznej przyszłości premiera Benjamina Netanjahu. W swoim komentarzu przedstawia jego walkę o utrzymanie władzy jako sprawę wykraczającą poza wewnętrzne rozgrywki polityczne.

Publicysta przypomina o wcześniejszych zarzutach korupcyjnych wobec izraelskiego przywódcy i zwraca uwagę, że wynik wyborów może mieć konsekwencje zarówno dla jego osobistej sytuacji, jak i dla polityki zagranicznej Izraela.

Szczególnie istotna jest przywoływana przez Michalkiewicza koncepcja „Wielkiego Izraela”, którą łączy z historycznymi i religijnymi wyobrażeniami dotyczącymi terytorium państwa żydowskiego.

„Sęk w tym, że na tym terenie są różne państwa” – zauważa, wskazując na napięcia, jakie taka wizja może wywoływać w regionie.

W tym kontekście publicysta omawia również konflikt z Iranem i rolę Stanów Zjednoczonych. Jego zdaniem Izrael miał stosunkowo szybko wycofać się z bezpośredniego zaangażowania w wojnę, pozostawiając prezydenta USA Donalda Trumpa z problemem dalszego prowadzenia konfliktu.

Michalkiewicz podkreśla, że sytuacja pozostaje nierozstrzygnięta, a ewentualne przedłużanie się konfrontacji może utrwalić stan permanentnego napięcia na Bliskim Wschodzie.

Brazylia i rysa na planie Donalda Trumpa

Kolejnym elementem międzynarodowej układanki są, według publicysty, wydarzenia w Brazylii. Michalkiewicz interpretuje zwycięstwo Luli da Silvy nad Jairem Bolsonaro jako niekorzystny sygnał dla planów Donalda Trumpa.

Komentując wynik wyborów, wskazuje na znaczenie poparcia kobiet i młodych wyborców. Robi to w charakterystycznym dla siebie, ironicznym tonie, sugerując, że do politycznego sukcesu wystarczy skuteczne dotarcie do tych grup społecznych.

„No jak widzimy, to niewiele potrzeba, żeby tutaj zostać umiłowanym mężem stanu po raz czwarty” – komentuje.

Zwycięstwo Luli Michalkiewicz interpretuje jako przeszkodę w realizacji koncepcji nowego porządku światowego, w którym Stany Zjednoczone miałyby odgrywać rolę jednego z głównych centrów siły.

„Na planie Donalda Trumpa o budowie Oceanii (…) powstała rysa” – stwierdza, nawiązując do literackiej wizji Orwella.

W jego rozważaniach wynik wyborów w Brazylii staje się zatem częścią szerszej analizy geopolitycznej. Pokazuje, jak zmiana władzy w jednym państwie może wpłynąć na kalkulacje największych graczy międzynarodowych.

Europa może zmienić kurs

Michalkiewicz zwraca uwagę na możliwe przetasowania polityczne w Europie. Wskazuje przede wszystkim na Francję i Niemcy, gdzie – w jego ocenie – rośnie znaczenie sił kwestionujących dotychczasowy kierunek polityki.

W przypadku Francji publicysta omawia perspektywę zwycięstwa Marine Le Pen i możliwość zmiany podejścia Paryża do Rosji oraz Ukrainy. Przypisuje jej postulat normalizacji stosunków z Moskwą i bardziej realistycznego, jego zdaniem, spojrzenia na konflikt ukraiński.

Michalkiewicz przywołuje również rosnącą pozycję Alternatywy dla Niemiec (AfD). Zwraca uwagę, że sukces tej formacji mógłby oznaczać zmianę niemieckiej polityki zagranicznej, w tym stosunków z Rosją.

W jego ocenie ewentualne przesunięcia polityczne w obu krajach mogłyby odbić się na całej Unii Europejskiej, a w konsekwencji także na sposobie prowadzenia wojny na Ukrainie i negocjacjach dotyczących jej zakończenia.

Publicysta podkreśla, że obecne deklaracje europejskich przywódców nie muszą przesądzać o ich przyszłych decyzjach. „W polityce nigdy nie wolno używać słowa nigdy” – zaznacza.

To właśnie możliwa zmiana europejskiego kursu ma, w jego interpretacji, znaczenie dla planowanego porozumienia największych mocarstw.

Ukraina między Waszyngtonem a europejskimi stolicami

Wątek ukraiński powraca w komentarzu w kontekście relacji Kijowa ze Stanami Zjednoczonymi. Michalkiewicz zwraca uwagę na rozbieżności między stanowiskiem władz ukraińskich a oczekiwaniami Waszyngtonu.

Przekonuje, że pozycja Wołodymyra Zełenskiego nie jest niezagrożona, a na ukraińskiej scenie politycznej mogą pojawić się osoby zainteresowane przejęciem najwyższego urzędu w państwie.

Publicysta zakłada również, że ewentualna zmiana polityki Francji i Niemiec mogłaby wpłynąć na sytuację Kijowa. Jeśli najważniejsze państwa europejskie zaczęłyby inaczej postrzegać relacje z Moskwą, Ukraina mogłaby znaleźć się pod jeszcze większą presją, by zaakceptować rozwiązanie negocjacyjne.

Są to przewidywania i interpretacje Michalkiewicza, a nie przesądzone scenariusze. W jego komentarzu służą jednak przedstawieniu wojny jako części szerszego procesu przebudowy stosunków międzynarodowych.

„Kapitalizm kompradorski”, czyli polska lekcja transformacji

Szczególnie ostry ton publicysta przyjmuje, gdy przechodzi do spraw Polski. Nawiązując do sytuacji w Serbii i zwycięstwa koalicji studenckiej, wraca do przemian ustrojowych w Polsce po rozmowach Okrągłego Stołu.

Michalkiewicz twierdzi, że formalne przejęcie władzy przez demokratyczny rząd nie oznaczało rzeczywistego zerwania z wpływami dawnych służb bezpieczeństwa. Według jego interpretacji to właśnie te środowiska miały zachować istotną pozycję w nowym systemie.

Swoją diagnozę określa mianem „kapitalizmu kompradorskiego”. Wyjaśnia, że w takim modelu o sukcesie gospodarczym nie decydują przede wszystkim przedsiębiorczość, pomysłowość czy pracowitość, ale powiązania z wpływowymi grupami.

„W zwyczajnym kapitalizmie o dostępie do rynku i możliwości działania na rynku decydują zalety człowieka” – mówi.

Następnie przeciwstawia temu system, w którym kluczowe stają się układy polityczne i towarzyskie.

„Natomiast w kapitalizmie kompradorskim o dostępie do rynku i możliwości działania na rynku decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem jest bezpieka” – stwierdza.

Viktor Orbán i znaczenie politycznych kadr

W końcowej części komentarza Michalkiewicz wraca do personalnego wymiaru polityki międzynarodowej. Omawia możliwość objęcia przez Viktora Orbána stanowiska sekretarza generalnego Organizacji Narodów Zjednoczonych, przedstawiając ten scenariusz jako potencjalny sygnał współpracy największych mocarstw.

W jego ocenie ewentualne poparcie dla takiej kandydatury ze strony Stanów Zjednoczonych, Rosji i Chin pokazywałoby, jak istotne są nieformalne uzgodnienia między państwami posiadającymi największe wpływy w systemie międzynarodowym.

W tym miejscu pojawia się główna myśl całego komentarza. Michalkiewicz przywołuje słynną formułę przypisywaną Józefowi Stalinowi:

„Kadry decydują o wszystkim”.

Publicysta wykorzystuje ją jako klucz do interpretacji wydarzeń na świecie. Jego zdaniem to właśnie osoby zajmujące najważniejsze stanowiska, ich ambicje, powiązania i polityczne kalkulacje mogą przesądzać o kierunku zmian znacznie bardziej niż oficjalne deklaracje.

Roszady w polskim rządzie

Na zakończenie Michalkiewicz odnosi się do sytuacji w koalicji rządzącej w Polsce. Omawia rezygnację Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z funkcji ministerialnej i wynikające z niej spekulacje dotyczące obsady stanowiska.

Zwraca uwagę na spór o to, komu powinno przypaść zwalniające się miejsce, oraz na napięcia między Donaldem Tuskiem a Szymonem Hołownią. Wspomina również o zmianach zachodzących w środowisku Polski 2050.

Publicysta przedstawia te wydarzenia jako kolejną odsłonę walki o wpływy i stanowiska. W jego ujęciu personalne roszady mogą mieć znaczenie nie tylko organizacyjne, ale również polityczne, a ich skutkiem może być osłabienie więzi wewnątrz koalicji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj