Tajemnice zamku w Lublanie. Warto je poznać

0
47
ELIGERE.PL | Zamek w Lublanie to urokliwe, ale i tajemnicze miejsce. Foto: Pixabay
ELIGERE.PL | Zamek w Lublanie to urokliwe, ale i tajemnicze miejsce. Foto: Pixabay


Osadnictwo w okolicach Lublany sięga czasów starożytnych. Pierwsza wzmianka o zamku pochodzi już ze średniowiecza, aczkolwiek jakieś fortyfikacje istniały tutaj prawdopodobnie wcześniej, tylko niewiele z nich się zachowało. Zamek stoi na szczycie Wzgórza Zamkowego, więc trudno się dziwić, że od początku była to pozycja całkiem strategiczna. I uwaga: na zamek można wjechać kolejką. Jest tańsza niż ta bezsensownie wychwalana w Budapeszcie. I do tego przeszklona.

Od XIV wieku zamek był związany z władcami Krainy. Rudolf IV nadał Krainie status księstwa w 1364 roku, a region pozostawał pod kontrolą Habsburgów. O ile wcześniej zamek pełnił przede wszystkim funkcję strategiczną, o tyle z czasem zaczął nabierać również bardziej reprezentacyjnego charakteru.

W okresie renesansu, a później baroku, przebudowywano kolejne części kompleksu. Jedną z najstarszych jest Kaplica św. Jerzego, którą możemy dziś oglądać w barokowej odsłonie. Ale w samym zamku znajdziemy też znacznie starsze fragmenty murów. Można między innymi przejść się korytarzem, w którym organizowane są wystawy fotografii. Wiosną pokazywano tam zdjęcia związane z najnowszą historią Słowenii. I nie są to jedyne rzeczy, które można tutaj zobaczyć. Na zamku znajduje się również wystawa rozmaitych przedmiotów, także tych zupełnie codziennego użytku pochodzących z różnych epok.

Można zagrać w grę o Tito

Rozstrzał czasowy jest naprawdę spory. Znajdziemy więc przedmioty z czasów rzymskich, a także ich reprodukcje, bo część oryginałów znajduje się w innych muzeach Lublany. Są eksponaty średniowieczne, jest pierwsza Biblia wydrukowana w języku słoweńskim, a piętro wyżej zaczyna się już historia najnowsza. Tam zobaczymy przedmioty wyprodukowane w czasach Jugosławii, można nawet zagrać w grę o Tito na miniekraniku, jeśli ktoś lubi takie trochę „odpustowe” zabawy.

Warto też zobaczyć wieżę Erazma, mozaiki, listy zmarłych podczas I wojny światowej, wieżę łuczników z XVI wieku, czy dawne składy prochu. Można oczywiście również wspiąć się na wieżę i popatrzeć na panoramę Lublany. Bardzo dobrze oznaczono widoczne góry. Podane są ich nazwy oraz wysokość w metrach nad poziomem morza. Zrobienie zdjęcia może być natomiast trochę trudniejsze, jeżeli akurat trafi się większa grupa turystów.

Zamek jako więzienie

Na szczególną uwagę zasługuje funkcja zamku w XIX wieku. Tutaj pojawia się wątek prawny, czyli kwestia obowiązującego prawa austriackiego, a konkretnie kodeksu karnego Franciszkany z 1803 roku. Franciszkana była wzorowana na ustawie karnej zachodnio-galicyjskiej z 1796 roku i uchodziła za dosyć surową. Na jej podstawie karano między innymi przestępstwa przeciwko państwu.

I właśnie wtedy pojawia się więzienna historia zamku w Lublanie. Obiekt stał się miejscem osadzania więźniów politycznych obu płci. Trafiali tutaj między innymi włoscy karbonariusze. Co ciekawe, kwaterowano ich razem ze zwykłymi przestępcami, mordercami czy dzieciobójczyniami. Więźniowie pracowali, a jedzenie było raczej skromne. Mięso pojawiało się zazwyczaj w niedzielę. W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że na zamku przebywał również Lajos Batthyány, pierwszy premier Węgier z 1848 roku. Więzienie funkcjonowało tutaj do 1849 roku. Wtedy zamek przekształcono w koszary i magazyny wojskowe. Wojsko opuściło obiekt w 1868 roku, a zamek ponownie zaczął pełnić funkcję więzienia. Tym razem aż do 1895 roku. W tym okresie powstały między innymi cele jednoosobowe.

Wielkanocne trzęsienie ziemi z 1895 roku poważnie uszkodziło budynek. Zamek przestał wtedy pełnić funkcję więzienną. Przywrócono ją dopiero w 1914 roku.

I wojna światowa

Po wybuchu I wojny światowej zamek ponownie wykorzystywano jako więzienie dla przestępców i więźniów politycznych, przy czym liczba tych drugich systematycznie rosła. Wśród osadzonych byli również Słoweńcy. Trafił tutaj między innymi pisarz Ivan Cankar, zwolennik zerwania z habsburskim porządkiem. Wkrótce zamek zaczął pełnić jeszcze jedną funkcję: więzienia dla jeńców wojennych. Początkowo trafiali tutaj przede wszystkim Serbowie, ale później także Rosjanie, Anglicy, Francuzi i przedstawiciele innych armii. Od połowy 1915 roku zaczęto przyjmować szczególnie wielu włoskich jeńców wojennych. Zamek stał się wówczas między innymi stacją kwarantanny. Jeńcy przebywali w Lublanie stosunkowo krótko, po czym kierowano ich dalej, do większych obozów jenieckich na terenie Austrii i Węgier. Nie wszyscy jednak wyjeżdżali.

Część jeńców posiadających umiejętności rzemieślnicze albo artystyczne pozostawała na zamku przez cały okres wojny. Zatrzymał ich tutaj komendant stacji kwarantanny, major Karl von Kern. Jeńcy zaczęli organizować sobie życie społeczne i artystyczne. Powstawały przedstawienia, zajęcia i różnego rodzaju wydarzenia, a nawet działała orkiestra. Trochę nietypowe miejsce jak na obóz jeniecki, ale właśnie takie historie sprawiają, że zamek jest ciekawszy niż kolejna średniowieczna budowla, o której można powiedzieć tylko, że „mieszkali tu książęta”.

Po wojnie

Po zakończeniu I wojny światowej włoscy jeńcy stopniowo opuszczali Lublanę. Następnie do zamku zaczęto kierować austriackich jeńców wojennych z walk o północną granicę, a później również cywilów z Karyntii. Wszyscy zostali zwolnieni do połowy września 1919 roku.

W kolejnych miesiącach pomieszczenia zamku zaczęto wykorzystywać między innymi dla osób znajdujących się na marginesie społecznym. Dzisiaj trudno byłoby się tego wszystkiego domyślić. Zamek jest odrestaurowany i pełni funkcję jednej z wizytówek Lublany. Można przyjechać kolejką, obejrzeć panoramę miasta, wystawy i stare mury, a przy okazji przejść się po miejscu, które w ciągu kilku stuleci było twierdzą, siedzibą, koszarami, magazynem, więzieniem i stacją dla jeńców wojennych.

I chyba właśnie ta różnorodność jest w nim najciekawsza.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj