Brawurowa akcja „Jastrzębia” we Włodawie. 80 więźniów odzyskało wolność

0
144
ELIGERE.PL | Fragment muralu, poświęconego "Żelaznemu" i "Jastrzębowi", który we wrześniu 2025 r. został odsłonięty we Włodawie. Foto: Jacek Adamczyk/Eligere.pl
ELIGERE.PL | Fragment muralu, poświęconego "Żelaznemu" i "Jastrzębowi", który we wrześniu 2025 r. został odsłonięty we Włodawie. Foto: Jacek Adamczyk/Eligere.pl

22 października 1946 roku oddział partyzancki podporucznika Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, wspierany przez żołnierzy Józefa Struga „Ordona”, przeprowadził jedną z najbardziej spektakularnych operacji polskiego podziemia niepodległościowego po zakończeniu II wojny światowej. Partyzanci opanowali Włodawę, zajęli Komendę Powiatową Milicji Obywatelskiej i uderzyli na siedzibę Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Ich głównym celem było uwolnienie osób przetrzymywanych w areszcie UB. Akcja zakończyła się powodzeniem – na wolność wyszło 80 więźniów.

Przygotowania do uderzenia

Jesienią 1946 roku sytuacja w powiecie włodawskim stawała się coraz bardziej dramatyczna. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa prowadzili intensywne działania przeciwko strukturom konspiracji niepodległościowej. Aresztowania, obławy i doniesienia agenturalne doprowadziły do zapełnienia więziennych cel, wśród których znajdowali się członkowie oraz współpracownicy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” (WiN).

Szczególnie dotkliwym ciosem było zatrzymanie na początku października całego sztabu rejonu I Obwodu WiN Włodawa, dowodzonego przez podporucznika Jana Mazurka „Wrzosa”. W ręce bezpieki trafili również jego najbliżsi współpracownicy. Dla partyzantów oznaczało to nie tylko utratę ważnych ludzi, ale także poważne zagrożenie dla całej lokalnej siatki konspiracyjnej.

Siedziba włodawskiego PUBP mieściła się przy ulicy Piłsudskiego 53. W piwnicach budynku urządzono areszt, w którym przetrzymywano zatrzymanych. Według dokumentów przywołanych przez historyka Grzegorza Makusa w podziemiach znajdowało się siedem cel. Przesłuchania aresztowanych, jak opisuje autor opracowania, wiązały się – jak zawsze w podobnych przypadkach – z brutalnym traktowaniem.

Dowódca partyzantów, ppor. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”, od wiosny 1946 roku rozważał zaatakowanie urzędu i uwolnienie więźniów. Plan przedstawiał dowództwu Obwodu WiN, jednak spotykał się z obawami dotyczącymi ryzyka operacji. We Włodawie stacjonował bowiem 49. pułk piechoty Wojska Polskiego.

Ostatecznie „Jastrząb” postanowił działać w porozumieniu ze swoim bratem, Edwardem Taraszkiewiczem „Żelaznym”. Szczegóły przedsięwzięcia utrzymywano w ścisłej tajemnicy. Wsparcie zadeklarował również porucznik Józef Strug „Ordon”.

Przygotowania obejmowały rozpoznanie sił przeciwnika, uzbrojenia i rozmieszczenia wojsk. Partyzanci dysponowali bronią maszynową, granatami i materiałami wybuchowymi. Zebrano około 60 ludzi z oddziału „Jastrzębia”, których wzmocnili partyzanci „Ordona”.

Podstęp, który miał odciągnąć przeciwnika

Plan zakładał przeprowadzenie serii działań dywersyjnych, które miały skłonić funkcjonariuszy UB i żołnierzy do skierowania części sił poza Włodawę. Dzięki temu obrońcy miasta mieli być mniej przygotowani na właściwe uderzenie.

Rankiem 22 października partyzanci rozpoczęli działania w rejonie Milejowa i Łęcznej. Grupa dowodzona przez „Jastrzębia” opanowała posterunek MO w Milejowie, przecięła łączność telefoniczną i zabezpieczyła potrzebne zaopatrzenie. Z miejscowego zakładu przetwórstwa owocowo-warzywnego zabrano ponad tonę marmolady, na którą wystawiono pokwitowanie.

W tym samym czasie oddział Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, wspierany przez ludzi „Ordona”, uderzył na posterunek MO w Łęcznej. Rozbrojono funkcjonariuszy, zabrano broń i dokumentację oraz przerwano łączność. Podpalono także drewniany most na Wieprzu, utrudniając ewentualny pościg.

Po połączeniu obu grup partyzanci ruszyli dalej. Kolejnym celem był posterunek MO w Cycowie, gdzie również rozbrojono załogę i zabrano broń oraz amunicję.

Władze bezpieczeństwa otrzymywały informacje o kolejnych działaniach partyzantów. Szef PUBP we Włodawie, kapitan Mikołaj Oleksa, uznał, że oddział może przemieszczać się w stronę Sosnowicy. Wysłano więc grupę operacyjną 49. pułku piechoty, aby przeprowadziła rozpoznanie i urządziła zasadzkę.

Był to jednak błędny kierunek. „Jastrząb” prowadził swoich ludzi bocznymi drogami, omijając przewidywane przez przeciwnika miejsca zasadzki. W pobliżu Okuninki partyzanci zatrzymali wojskowy samochód ciężarowy, a następnie podzielili zadania przed uderzeniem na Włodawę.

Przed samym miastem dowódca zwrócił się do swoich żołnierzy. Jak zapisał później „Żelazny”, „Jastrząb” powiedział krótko, że idą uwolnić aresztowanych kolegów. Był to moment, w którym uczestnicy operacji poznali jej ostateczny cel.

Włodawa w rękach partyzantów

We wtorek, 22 października, przed godziną 18.00 partyzanci wjechali do Włodawy. Poruszali się samochodami, a ich umundurowanie i uzbrojenie mogły sprawiać wrażenie, że są żołnierzami regularnego wojska.

Po krótkim postoju w rejonie rynku oddział skierował się w stronę ulicy 11 Listopada. Wcześniej doszło do zatrzymania i zastrzelenia referenta UB Leona Zubiaka, którego „Jastrząb” rozpoznał jako funkcjonariusza zaangażowanego w działania przeciwko partyzantom.

Ważnym elementem operacji było zajęcie Komendy Powiatowej MO. Grupa partyzantów wkroczyła do budynku i rozbroiła sześciu funkcjonariuszy. W tym samym czasie wydzielony patrol miał opanować pocztę i przerwać łączność telefoniczną.

Nie wszystko przebiegało jednak zgodnie z planem. W komendzie doszło do gwałtownego starcia, podczas którego zginął partyzant Wacław Kondracki „Sybirak”. Części funkcjonariuszy udało się odzyskać broń i podjąć walkę. Partyzanci wycofali się stamtąd, pozostawiając na miejscu poległego kolegę.

Mimo komplikacji zasadnicza część operacji była już w toku. Główne siły otoczyły siedzibę PUBP, a stanowiska z bronią maszynową rozmieszczono między innymi w budynku gimnazjum naprzeciwko urzędu. Miało to umożliwić osłanianie grupy szturmowej i utrudnić nadejście odsieczy.

Starcie przed siedzibą UB

Kilka minut po godzinie 18.00 grupa dowodzona bezpośrednio przez „Jastrzębia” weszła na teren urzędu. Partyzanci skierowali się najpierw do wartowni, w której funkcjonariusze UB spożywali kolację.

Według relacji Edwarda Taraszkiewicza dowódca próbował wykorzystać zaskoczenie. Wszedł do pomieszczenia, witając obecnych jak żołnierzy, a dopiero po chwili wydał rozkaz podniesienia rąk. Część funkcjonariuszy rozpoznała jednak „Jastrzębia”, przez co plan przejęcia budynku bez walki szybko się załamał.

Doszło do strzelaniny. Jeden z funkcjonariuszy, Wołodymyr Fedczenko „Czumak”, który wcześniej współpracował z ukraińskim podziemiem, a następnie przeszedł na stronę UB, zaatakował partyzantów. Zginął podczas walki.

Funkcjonariusze zaczęli wycofywać się do dalszych pomieszczeń, a część z nich podjęła ostrzał. W zamieszaniu polegli także partyzanci. Jeden z nich, znany pod pseudonimami „Cenio” i „Śmigły”, został śmiertelnie postrzelony. Dowódca musiał teraz liczyć się nie tylko z oporem obrońców, lecz także z możliwością szybkiego nadejścia pomocy wojskowej.

Szef PUBP, kapitan Mikołaj Oleksa, przebywał w tym czasie na piętrze budynku wraz z sowieckim doradcą z NKWD, majorem Petrem Aleksiejewem. Po rozpoczęciu ataku telefonicznie zaalarmował dowództwo 49. pułku piechoty i zażądał wsparcia. Zablokowani na piętrze funkcjonariusze bronili dostępu do wnętrza urzędu, rzucając granaty i strzelając do napastników.

Partyzanci nie zdołali szybko przełamać tego oporu. Główne drzwi zostały zaryglowane, a próby dostania się do środka odbywały się pod ostrzałem. Podczas walk ranny został Piotr Popielewicz „Tygrys”, a Marian Szubstarski „Kanarek” odniósł lekkie obrażenia.

Wtedy „Jastrząb” zdecydował się na użycie miny. Ładunek podłożono pod drzwiami i schodami prowadzącymi do wnętrza budynku. Eksplozja poważnie uszkodziła klatkę schodową, uniemożliwiając swobodne przejście na piętro, ale pozwoliła partyzantom uzyskać dostęp do części pomieszczeń.

Najważniejsze znajdowało się jednak w piwnicy.

Drzwi cel otworzyły się po wybuchach

Po sforsowaniu zabezpieczeń partyzanci dotarli do aresztu. W piwnicznych celach przetrzymywano dziesiątki osób, wśród nich członków i współpracowników konspiracji niepodległościowej.

Według wspomnień Jana Jarmuła „Węża” część drzwi była wyposażona w stare, masywne zamki, których nie można było łatwo otworzyć. Partyzanci zdecydowali się wykorzystać granaty, aby zniszczyć zamknięcia i uwolnić osadzonych. Wcześniej ostrzegali więźniów, by odsunęli się od drzwi i schronili przy ścianach.

Wśród więźniów znajdowały się również kobiety. Relacje uczestników mówią o płaczu, okrzykach i ogromnych emocjach towarzyszących otwieraniu cel. Dla ludzi, którzy nie wiedzieli, jak długo jeszcze będą przetrzymywani, nagłe pojawienie się partyzantów oznaczało szansę na odzyskanie wolności.

Tego wieczoru uwolniono 80 osób. Ponad połowę stanowili członkowie i współpracownicy Obwodu WiN Włodawa. Wśród osadzonych znajdowali się także ludzie związani z ukraińskim podziemiem, osoby podejrzewane o współpracę z Niemcami, nielegalne posiadanie broni oraz przestępstwa pospolite.

Po wyprowadzeniu więźniów do pobliskiego gimnazjum polecono im rozdzielić się na mniejsze grupy i natychmiast opuścić miasto. Chodziło o utrudnienie ich ponownego schwytania przez nadciągające siły bezpieczeństwa.

Główny cel operacji został osiągnięty. Nie oznaczało to jednak końca walki.

Wojsko rusza na odsiecz

Około godziny 18.30 dowództwo 49. pułku piechoty otrzymało telefoniczne wezwanie do pomocy. Zarządzono alarm i rozpoczęto organizowanie grupy, która miała dotrzeć pod siedzibę UB.

Nie była to jednak dobrze przygotowana akcja odwetowa. Część żołnierzy przebywała poza koszarami, a rekruci nie mieli doświadczenia bojowego. Według dokumentów przywołanych w opracowaniu niektórzy z nich otrzymali zaledwie po kilka sztuk amunicji.

Gdy żołnierze zbliżali się do budynku PUBP, zostali ostrzelani przez partyzanckie stanowiska ubezpieczające. Rozpoczęła się wymiana ognia w pobliżu cmentarza i ulic prowadzących do urzędu. Partyzanci starali się powstrzymać odsiecz na tyle długo, aby umożliwić bezpieczne wycofanie głównych sił.

„Jastrząb” nie zamierzał przedłużać walki za wszelką cenę. Zdobycie całego gmachu, zlikwidowanie wszystkich broniących się funkcjonariuszy i przejęcie dokumentacji pozostawały poza zasięgiem możliwości oddziału w obliczu nadciągającego wojska.

Około godziny 19.15 dowódca zarządził odwrót.

Odwrót pod osłoną broni maszynowej

Partyzanci opuszczali Włodawę w sposób zorganizowany, osłaniając się ogniem karabinów maszynowych. Część wycofywała się pieszo, a pozostali przygotowywali transport. Z powodu sytuacji bojowej i ograniczonej liczby pojazdów musieli pozostawić samochód oraz przyczepę. Na miejscu pozostały również ciała dwóch poległych partyzantów.

Podczas odwrotu „Jastrząb” miał zwrócić się do żołnierzy Wojska Polskiego słowami: „Polacy! Nie strzelajcie, przyszliśmy obronić naszych więźniów”. Wspomnienia uczestników i dokumenty przywołane przez autora opracowania wskazują, że w pewnym momencie ogień ustał, choć okoliczności tego epizodu nie są całkowicie jednoznaczne.

Po opuszczeniu miasta partyzanci dotarli do szosy w kierunku Lublina. W rejonie Kołacz zatrzymali kolejny samochód wojskowy, którym podróżowali żołnierze 49. pułku. Odebrali pojazd i rusznicę przeciwpancerną, natomiast zatrzymanych żołnierzy ostatecznie zwolnili. Także milicjantów z Łęcznej, których wcześniej zabrano ze sobą, puszczono wolno.

Następnie oddział rozproszył się w okolicznych lasach i dotarł do wcześniej przygotowanych kwater. Pościg zorganizowany przez wojsko i aparat bezpieczeństwa nie przyniósł oczekiwanych rezultatów.

Bilans operacji

Atak na włodawski PUBP zakończył się uwolnieniem 80 więźniów. W ciągu kolejnych dwóch dni ośmiu z nich zgłosiło się dobrowolnie do urzędu, a część pozostałych została ponownie zatrzymana.

Cena operacji była jednak wysoka. W walkach zginęli dwaj partyzanci: Wacław Kondracki „Sybirak” oraz „Cenio”/„Śmigły”. Pięciu kolejnych odniosło rany. Po stronie UB, poza Wołodymyrem Fedczenką „Czumakiem”, zginęło trzech funkcjonariuszy, a trzech zostało rannych.

Poważnie uszkodzony budynek PUBP wymagał napraw, a zniszczenia objęły również pomieszczenia aresztu. Wojsko przeprowadziło później kontrole miasta i próby pościgu, lecz partyzanci zdołali ukryć się w terenie.

Historyk Grzegorz Makus podkreśla w swoim opracowaniu, że operacja została przygotowana z dużą starannością. Działania pozorowane, rozpoznanie, przerwanie łączności, opanowanie wybranych punktów miasta i zabezpieczenie odwrotu składały się na plan, którego najważniejszym celem było uwolnienie aresztowanych.

Akcja z 22 października 1946 roku zapisała się w historii powojennego podziemia jako jedno z najgłośniejszych uderzeń na aparat bezpieczeństwa. Pokazała zarówno zdolność partyzantów do przeprowadzenia złożonej operacji w mieście, jak i skalę konfrontacji, która w pierwszych latach po wojnie nadal dzieliła Polskę.

Podstawą relacji jest opracowanie Grzegorza Makusa „Atak oddziału ppor. Leona Taraszkiewicza »Jastrzębia« na Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie, 22 X 1946 r.”, oparte na dokumentach archiwalnych, zeznaniach uczestników oraz wspomnieniach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj