W samym centrum Krakowa, za drzwiami na co dzień zamkniętymi dla turystów, kryje się wnętrze, które przeżyło cesarskie spory, komunistyczne zamalowanie i powolny powrót do dawnej świetności. Reprezentacyjna sala na piętrze Domu pod Globusem to jedno z tych miejsc, które nie istnieją w turystycznej świadomości miasta, choć powinny.
Najważniejsze:
- Dom pod Globusem to jeden z pierwszych budynków secesyjnych w Krakowie, wzniesiony na początku XX wieku jako siedziba Izby Handlowej i Przemysłowej.
- Wystrój sali miał pierwotnie zaprojektować Stanisław Wyspiański, zrezygnował ze względów zdrowotnych oraz dlatego, że nie godził się na umieszczenie w swojej koncepcji wizerunku cesarza Franciszka Józefa.
- Zlecenie przejął Józef Mehoffer, którego polichromie przepełnione są krakowskimi motywami ludowymi: wzorami ze skrzyń posagowych, pawi pióra nawiązującymi do krakowskich czapek, mosiężnymi detalami inspirowanymi biżuterią bronowicką.
- W czasach PRL budynek zajął komitet powiatowy PZPR, a polichromie zostały zamalowane. Dopiero po przejęciu przez Wydawnictwo Literackie sala odzyskała dawny wygląd.
- Dziś można ją zobaczyć tylko w wybrane dni, między innymi przy okazji spotkań z pisarzami.
Kamienica z symbolem na szczycie
Dom pod Globusem wyrasta z krakowskiej tkanki miejskiej jak coś, co zawsze tu było, choć jego historia zaczyna się dopiero na początku XX wieku. Budynek wzniesiono jako siedzibę Izby Handlowej i Przemysłowej i od razu projektowano z rozmachem, za architekturę odpowiadali Tadeusz Stryjeński i Franciszek Mączyński, a obiekt należy do grona pionierskich realizacji secesyjnych w Krakowie.
Bramę wejściową wieńczą rzeźby Konstantego Laszczki: popiersia Hermesa i Industrii, czyli personifikacji przemysłu. Tym jednak, co nadało budynkowi nazwę i uczyniło go rozpoznawalnym punktem orientacyjnym, jest coś pozornie skromnego: stelaż w formie globusa osadzony na czubku wieży zegarowej. Widać go z daleka i choć budynek pełnił przez dziesięciolecia bardzo różne funkcje, globus pozostał, jak drogowskaz nad zmienną historią kamienicy.
Wyspiański, cesarz i odmowa, która zmieniła wszystko
Kiedy przyszło do urządzenia sali reprezentacyjnej, wybór był oczywisty: Stanisław Wyspiański, jeden z najważniejszych artystów Młodej Polski. Propozycję mu złożono, i na tym zaczęły się komplikacje.
Wyspiański wycofał się ze zlecenia z dwóch powodów. Pierwszy był zdrowotny: powodem były względy zdrowotne. Na tej informacji należy poprzestać, nie spekulując o diagnozach.
Drugi powód był natury artystycznej i politycznej zarazem: Wyspiański nie godził się na umieszczenie w swojej autorskiej koncepcji wystroju wizerunku cesarza Franciszka Józefa. W kontekście galicyjskiej rzeczywistości przełomu XIX i XX wieku, kiedy demonstrowanie lojalności wobec Wiednia było wpisane w funkcjonowanie instytucji takich jak Izba Handlowa i Przemysłowa, odmowa Wyspiańskiego była czymś więcej niż estetycznym kaprycem. To było stanowisko.
Warto tu zatrzymać się przy tym sporze dłużej, bo ma on wymiar, który łatwo przeoczyć. Instytucje handlowe i przemysłowe w Galicji działały w ramach austro-węgierskiego porządku prawnego i administracyjnego, eksponowanie wizerunku cesarza w sali posiedzeń było w tym środowisku czymś bliskim normie, a nie politycznym manifestem. Wyspiański nie zgodził się na takie warunki. Samo to pytanie pokazuje, jak nieoczywista była wówczas granica między zleceniem artystycznym a lojalnością polityczną.
Czytaj także: Józefa Kogut: batikarka, którą świat znał, a Polska zapomniała
Pytanie, które to zdarzenie narzuca samo z siebie, brzmi: jak wyglądałaby ta sala, gdyby Wyspiański się zgodził? Nie wiemy. Wiemy natomiast, że po jego rezygnacji propozycję otrzymał Józef Mehoffer, i to on ostatecznie nadał sali kształt, który przetrwał do dziś.
Mehoffer kontra Wyspiański: dwie wizje, jeden budynek
Obaj artyści, Mehoffer i Wyspiański, to giganci Młodej Polski, ale ich wrażliwości były wyraźnie różne. Wyspiański skłaniał się ku syntezie dramatu, symbolizmu i dekoracji ściennej o silnym ładunku emocjonalnym i narodowym. Mehoffer był mistrzem ornamentu, koloru i precyzji wzoru, bliższym zachodniej secesji w jej dekoracyjnym wymiarze. Sala, którą ostatecznie zaprojektował, jest tego świadectwem: dominuje tu bogactwo motywów zaczerpniętych z krakowskiej kultury ludowej, przefiltrowanych przez secesyjną dyscyplinę kompozycji. Trudno ocenić, czy Wyspiański stworzyłby coś bardziej dramatycznego, bardziej symbolicznego, ale różnica temperamentów obu twórców sugeruje, że sala wyglądałaby zupełnie inaczej.
Krakowskie motywy na ścianach i sklepieniu
Wejście do sali to rodzaj zanurzenia w krakowskiej tradycji ludowej przefiltrowanej przez secesyjną wrażliwość. Polichromia nawiązuje do wzorów zdobiących krakowskie skrzynie posagowe, motywy pawich piór przywołują zdobienia krakowskich czapek. Ornamenty wspinają się po ścianach i kulminują dekoracją sklepienia, jakby cała sala oddychała ornamentem.
W miejscu centralnym, ponad podium z trybuną prezydialną, gdzie niegdyś obradowali krakowscy kupcy, umieszczony jest obraz Mehoffera zatytułowany Poskromienie żywiołów. Ściany w kilku miejscach połyskują mosiężnymi detalami inspirowanymi formami biżuterii bronowickiej. Efekt całości to wnętrze, które oddziałuje silniej w bezpośrednim kontakcie niż na fotografii, autorki relacji, które dotarły do sali dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego, wprost przyznają, że żadne zdjęcie nie jest w stanie uchwycić tego, co sala robi z człowiekiem na żywo.
To spostrzeżenie ma wymiar praktyczny: jeśli ktokolwiek ma okazję wejść tu osobiście, warto ją wykorzystać.
Zamalowane. Zapomniane. Odzyskane.
Historia reprezentacyjnych wnętrz budynków publicznych w Polsce powojennej to często historia stopniowej degradacji. Dom pod Globusem nie był wyjątkiem. Kiedy komitet powiatowy PZPR rozgościł się w budynku, a parter zajęła hurtownia Centrali Spożywców, obiekt zaczął popadać w ruinę. Polichromie Mehoffera, te same, które były szczytem artystycznego zamówienia na początku stulecia, zostały po prostu zamalowane.
Pojawia się tu pytanie, na które źródła nie odpowiadają wprost: w jakim stanie znajdowały się polichromie w chwili, gdy farba została z nich usunięta? Czy przetrwały bez uszczerbku, czy też lata pod warstwą malarską odcisnęły na nich ślad? Fakt, że dziś wnętrze robi wrażenie, sugeruje, że renowacja przeprowadzona po przejęciu budynku przez Wydawnictwo Literackie zakończyła się sukcesem, ale skala i trudność tego zadania pozostają nieznane.
Los Domu pod Globusem warto zestawić z szerszym kontekstem: wiele polskich obiektów secesyjnych z tamtego okresu nie miało tyle szczęścia. Zamalowane polichromie, rozbiórki, przebudowy usuwające wszelki ślad pierwotnego wystroju, to los licznych budynków wzniesionych na przełomie XIX i XX wieku. To, że sala Mehoffera przetrwała, jest w jakimś sensie przypadkiem, i dlatego zasługuje na więcej uwagi niż dotychczas.
Jak dziś zobaczyć to wnętrze
Sala nie jest wpisana na standardowe trasy turystyczne Krakowa. Na co dzień pozostaje niedostępna dla zwiedzających, mieści się w budynku, w którym funkcjonuje Wydawnictwo Literackie, i nie działają tu stałe godziny otwarcia dla publiczności ani regularna sprzedaż biletów.
Można ją zobaczyć w konkretne dni, a jedną z regularnych okazji są właśnie spotkania z pisarzami odbywające się w sali. To znaczy, że przestrzeń nie funkcjonuje jak muzeum, tętni życiem kulturalnym, co paradoksalnie sprawia, że wejście do niej wymaga śledzenia programu wydawnictwa, a nie godzin otwarcia ekspozycji. Pamiętać, że w pewne dni sala bywa udostępniana zwiedzającym, najlepiej sprawdzić to bezpośrednio.
Najczęściej zadawane pytania
Gdzie dokładnie mieści się ta sala?
W Domu pod Globusem w Krakowie, budynku wzniesionym na początku XX wieku jako siedziba Izby Handlowej i Przemysłowej, w którym dziś swoją siedzibę ma Wydawnictwo Literackie.
Dlaczego Wyspiański nie zaprojektował wystroju sali?
Z dwóch powodów: ze względów zdrowotnych oraz dlatego, że nie godził się na umieszczenie w swojej koncepcji wizerunku cesarza Franciszka Józefa. Po jego rezygnacji zlecenie przejął Józef Mehoffer.
Co stało się z polichromią Mehoffera w czasach PRL?
Kiedy budynek zajął komitet powiatowy PZPR, a obiekt zaczął popadać w ruinę, polichromie w sali posiedzeń zostały zamalowane. Przywrócono je po przejęciu budynku przez Wydawnictwo Literackie w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku.
Czy salę można zwiedzać i jak się na to umówić?
Sala nie jest dostępna dla turystów na co dzień. Można ją zobaczyć w wybrane dni, między innymi przy okazji spotkań z pisarzami organizowanych przez Wydawnictwo Literackie. Warto śledzić program wydawnictwa i sprawdzać, kiedy sala jest udostępniana. Nie ma stałych godzin otwarcia ani cen biletów podanych do publicznej wiadomości, najlepiej zapytać bezpośrednio w Wydawnictwie Literackim.
Co jest centralnym dziełem sali?
Ponad podium z trybuną prezydialną umieszczony jest obraz Józefa Mehoffera Poskromienie żywiołów. To on stanowi wizualny punkt ciężkości całej kompozycji wnętrza.
Czym różni się ta sala od innych secesyjnych wnętrz Krakowa?
Przede wszystkim historią: niewielu wnętrzom udało się przetrwać zamalowanie, zaniedbanie i zmianę funkcji w epoce PRL, a jednocześnie odzyskać pierwotny wygląd. Sala Mehoffera jest pod tym względem rzadkością, i właśnie dlatego warta jest osobnej wycieczki.
Tekst powstał na podstawie artykułu opublikowanego w serwisie niezlasztuka.net.
Fot. Szczecinolog / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)









