Przejęcie Trybunału Konstytucyjnego, próba politycznego osłabienia prezydenta Karola Nawrockiego, możliwe zmiany na scenie politycznej i przyszłość Narodowego Banku Polskiego – to najważniejsze wątki najnowszego Komentarza Tygodnia Stanisława Michalkiewicza. Publicysta przedstawia niezwykle ostrą diagnozę sytuacji w Polsce. Jego zdaniem wydarzenia z 30 października nie są odosobnionym incydentem, lecz początkiem znacznie szerszego procesu, którego polityczne konsekwencje mogą okazać się bardzo poważne.
Nocne wydarzenia w Trybunale. „Proszę państwa, no i stało się”
Stanisław Michalkiewicz rozpoczyna swój najnowszy komentarz od wspomnienia wydarzeń z 30 października tego roku, kiedy do gmachu Trybunału Konstytucyjnego wprowadzono grupę siedmiu sędziów, którzy złożyli wcześniej ślubowanie wobec marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Publicysta określa ich mianem uzurpatorów i zwraca uwagę na okoliczności przeprowadzenia całej operacji.
„30 października pod osłoną ciemności grupa uzurpatorów, jak je nazywa słusznie pan prezes Bogdan Święczkowski, siedmiu uzurpatorów […] została wprowadzona tylnymi drzwiami do gmachu Trybunału Konstytucyjnego” – mówi Michalkiewicz.
W przeprowadzeniu tej operacji uczestniczyli funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa, natomiast przed budynkiem Trybunału ustawiono policyjne kordony.
Publicysta szczególnie mocno krytykuje działania Anny Korwin-Piotrowskiej, która – powołując się na upoważnienie ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka – miała przejąć obowiązki prezesa Trybunału i zawiesić Bogdana Święczkowskiego oraz jego zastępcę.
Michalkiewicz kwestionuje również argumentację dotyczącą najdłuższego stażu sędziowskiego, która miała uzasadniać powierzenie jej tych obowiązków.
„Proszę Państwa, mamy do czynienia z zamachem stanu” – stwierdza publicysta, nie pozostawiając wątpliwości co do swojej oceny sytuacji.
Powrót do wydarzeń z 2016 roku. Czy historia znów się powtarza?
W dalszej części komentarza Michalkiewicz przywołuje wydarzenia z grudnia 2016 roku, związane z protestami w Sejmie, określanymi potocznie mianem Ciamajdanu. Jego zdaniem obecna sytuacja wykazuje daleko idące podobieństwa do tamtych wydarzeń.
Publicysta przypomina, że wówczas spór polityczny w Polsce rozgrywał się w szczególnym momencie międzynarodowym – po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych.
W swojej interpretacji Michalkiewicz sugeruje, że organizatorzy protestów liczyli na ograniczone zainteresowanie Waszyngtonu sytuacją w Polsce.
Przywołuje również własne doświadczenia z pobytu w Nowym Jorku, gdzie – jak opowiada – widział demonstracje przeciwko nowo wybranemu prezydentowi USA. Wspomina nawet ulotkę zachęcającą do udziału w protestach, oferującą wynagrodzenie w wysokości 18,5 dolara za godzinę.
W jego ocenie wydarzenia z grudnia 2016 roku były elementem szerszej rozgrywki międzynarodowej.
„Chodziło zapewne o wytworzenie takiego wrażenia, że to naród amerykański protestuje” – komentuje.
Michalkiewicz stawia przy tym tezę o inspiracji ówczesnych wydarzeń przez niemieckie służby. Jako argument przywołuje między innymi reakcje niemieckich mediów po niepowodzeniu protestów oraz wizytę Rudolfa Giulianiego w Polsce 15 grudnia 2016 roku.
Przypomina, że najbliższy współpracownik Donalda Trumpa spotkał się wówczas z Jarosławem Kaczyńskim. Następnego dnia, mimo blokady sali plenarnej Sejmu, posłowie PiS uchwalili ustawę budżetową w Sali Kolumnowej.
W ocenie publicysty udaremniło to scenariusz, którego jednym z elementów miało być doprowadzenie do nieuchwalenia budżetu i stworzenie podstaw do przedterminowych wyborów.
Michalkiewicz uważa, że dzisiejszy konflikt wokół Trybunału może być kolejną odsłoną podobnej rozgrywki. Podkreśla przy tym, że jego zdaniem istotną poszlaką jest reakcja instytucji europejskich, które – jak twierdzi – z dużym zainteresowaniem obserwują rozwój wydarzeń.
Trzy cele politycznej operacji
Jednym z najważniejszych fragmentów komentarza jest próba wskazania przez Michalkiewicza celów, którym – według jego interpretacji – ma służyć obecny konflikt.
Publicysta wymienia trzy zasadnicze obszary.
Pierwszym jest przejęcie kontroli nad Trybunałem Konstytucyjnym i obsadzenie go osobami, które będą realizować oczekiwania obecnego obozu rządzącego.
„Pierwszym celem tego zamachu stanu jest oczywiście opanowanie Trybunału Konstytucyjnego przez osoby, które wykonają każde polecenie Donalda Tuska, obywatela Żurka Waldemara” – mówi Michalkiewicz.
W jego ocenie Trybunał może stać się narzędziem służącym do przeprowadzenia kolejnych zmian ustrojowych i politycznych.
Drugim celem ma być – jak określa to publicysta – „kuracja przeczyszczająca na scenie politycznej” przed przyszłorocznymi wyborami.
Michalkiewicz wskazuje w tym kontekście przede wszystkim na Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna, ale wymienia również drugą Konfederację. Jego zdaniem jednym z możliwych scenariuszy jest doprowadzenie do prawnego wyeliminowania ugrupowań, które mogą stanowić polityczną przeszkodę dla obecnej większości, czyli do ich delegalizacji.
Trzecim obszarem jest Narodowy Bank Polski i pozycja jego prezesa Adama Glapińskiego.
„Wreszcie trzecim celem tego zamachu stanu jest zrobienie porządku, że tak powiem, w Narodowym Banku Polskim. To znaczy wysadzenie w powietrze prezesa Narodowego Banku Polskiego, pana Glapińskiego” – stwierdza publicysta.
Zwraca uwagę na sytuację w zarządzie NBP i nieobsadzony wakat po zakończeniu kadencji jednego z jego członków. W jego interpretacji może to wskazywać na próbę stopniowego osłabiania pozycji banku centralnego.
Michalkiewicz przedstawia również obawy dotyczące polskiego złota i możliwego zwiększenia wpływów europejskich instytucji finansowych.
Prezydent Nawrocki w centrum wydarzeń
Szczególne miejsce w komentarzu zajmuje reakcja prezydenta Karola Nawrockiego na wydarzenia w Trybunale Konstytucyjnym.
Michalkiewicz zwraca uwagę, że moment przeprowadzenia operacji nie był – jego zdaniem – przypadkowy. 30 października prezydent przebywał w podróży zagranicznej, a następnego dnia wielu Polaków przygotowywało się do obchodów Wszystkich Świętych.
Publicysta sugeruje, że organizatorzy wydarzeń mogli liczyć na ograniczoną uwagę opinii publicznej i mniejsze możliwości natychmiastowej reakcji.
Sytuacja zmieniła się jednak po niespodziewanym powrocie prezydenta do kraju.
Jak przypomina Michalkiewicz, Karol Nawrocki zawrócił samolot nad Hiszpanią, wylądował w Polsce, a następnie udał się do Pałacu Prezydenckiego, gdzie spotkał się z pierwszym prezesem Sądu Najwyższego. W późnych godzinach nocnych pojawił się przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego.
Publicysta bardzo krytycznie ocenia zachowanie funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa towarzyszących głowie państwa.
„Prezydent własnym ciałem musiał torować drogę nie tylko osobom towarzyszącym mu, ale również swoim ochroniarzom. Nie oni torowali drogę panu prezydentowi, tylko prezydent własnym ciałem musiał torować sobie drogę” – opowiada.
W jego ocenie była to sytuacja kompromitująca dla służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo głowy państwa.
Michalkiewicz uważa, że ochrona prezydenta powinna była doprowadzić do zapewnienia mu swobodnego i bezpiecznego dostępu do budynku, wykorzystując odpowiednie procedury i współpracę z dowodzącymi policją.
Nie mniej ostro komentuje zachowanie osób, które stanęły na drodze prezydenta przy wejściu do Trybunału.
„Pan prezydent sforsował te zapory, no i oświadczył tym całym uzurpatorom, że oni nie są sędziami Trybunału Konstytucyjnego” – mówi.
W ocenie publicysty nocna wizyta Karola Nawrockiego była wydarzeniem o znaczeniu znacznie wykraczającym poza sam spór o dostęp do budynku. Stała się demonstracją determinacji głowy państwa w obronie jego stanowiska wobec sytuacji w Trybunale.
Spotkania z partiami i dwa scenariusze zmiany rządu
Kolejnym ważnym wątkiem komentarza są rozmowy prezydenta z przedstawicielami ugrupowań parlamentarnych, zorganizowane po wydarzeniach w Trybunale.
W spotkaniach uczestniczyli reprezentanci PSL, Polski 2050, Partii Razem, Konfederacji, Kukiz’15 oraz Konfederacji Korony Polskiej. Odmowę udziału – jak przypomina Michalkiewicz – zadeklarowały środowiska związane z Donaldem Tuskiem i Lewicą Włodzimierza Czarzastego.
Publicysta zwraca uwagę, że w przestrzeni politycznej pojawiły się dwie propozycje mogące doprowadzić do rozładowania kryzysu.
Pierwszą przedstawił wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak. Chodzi o skrócenie kadencji parlamentu.
Michalkiewicz przypomina jednak, że taka decyzja wymaga większości dwóch trzecich głosów, której obecnie w Sejmie nie ma. Zwraca również uwagę na konstytucyjne ograniczenia dotyczące możliwości skrócenia kadencji przez prezydenta.
Drugą propozycję przedstawił Mateusz Morawiecki. Chodzi o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu Donalda Tuska, połączone ze wskazaniem nowego kandydata na premiera. Według publicysty Morawiecki wskazał w tym kontekście Marka Jurka.
Michalkiewicz analizuje możliwą arytmetykę sejmową i zwraca uwagę na znaczenie stanowiska Szymona Hołowni oraz posłów, którzy mogliby opuścić dotychczasową większość rządową.
Wskazuje, że odejście 15 posłów Polski 2050, trzech parlamentarzystów związanych z Demokracją Bezpośrednią oraz siedmiu posłów niezrzeszonych mogłoby doprowadzić do utraty większości przez obecny rząd.
„No to by było 25 mandatów. I rząd Donalda Tuska natychmiast by utracił większość i to konstruktywne wotum nieufności mogłoby zostać zakończone powodzeniem” – ocenia.
Jednocześnie zastrzega, że na tym etapie nie wiadomo, czy rozmowy prowadzone w Pałacu Prezydenckim przyniosły konkretne ustalenia.
„Tusk Donald nie może się cofnąć”
W ocenie Michalkiewicza sytuacja polityczna weszła w fazę, w której kompromis staje się coraz trudniejszy.
Publicysta przywołuje wystąpienie Donalda Tuska, w którym premier miał deklarować, że nie może się wycofać.
„Rzeczywiście nie może się cofnąć. Sprawy zaszły tak daleko, że wóz albo przewóz. Albo wygra, albo nie” – komentuje Michalkiewicz.
To właśnie w tym miejscu jego diagnoza nabiera szczególnie alarmistycznego charakteru. Publicysta uważa, że jeżeli nie dojdzie do skrócenia kadencji Sejmu albo zmiany rządu w drodze konstruktywnego wotum nieufności, konflikt będzie się pogłębiał.
Jego zdaniem najważniejszym celem politycznej operacji jest osłabienie pozycji prezydenta Karola Nawrockiego.
„Istotne jest, proszę Państwa, co uznają siły zbrojne? Co uznają siły zbrojne?” – pyta.
Michalkiewicz wskazuje, że w sytuacji głębokiego konfliktu konstytucyjnego szczególnego znaczenia nabiera stanowisko wojska, policji i służb specjalnych. To od uznawania przez te instytucje określonych decyzji i ośrodków władzy może, jego zdaniem, zależeć dalszy przebieg kryzysu.
Niepokojące informacje o niemieckich radiowozach
Pod koniec komentarza Michalkiewicz porusza również kwestię, która może wywołać szczególne zainteresowanie odbiorców.
Opowiada o zdjęciach, które – jak twierdzi – otrzymał od swojego korespondenta. Miały przedstawiać dużą kolumnę niemieckich oznakowanych samochodów policyjnych poruszających się 1 listopada w kierunku Warszawy.
Publicysta zestawia tę informację z późniejszym oświadczeniem zastępcy komendanta głównego polskiej policji, który zapewniał, że w policyjnym kordonie przed Trybunałem Konstytucyjnym znajdowali się wyłącznie polscy funkcjonariusze.
„No dobrze, a jakie zadania mają do wykonania niemieccy policjanci, którzy 1 listopada jechali w kierunku Warszawy?” – pyta Michalkiewicz.
Następnie przedstawia własne przypuszczenia dotyczące możliwego wykorzystania zagranicznych formacji w przypadku poważnych zamieszek w Polsce.
Przywołuje w tym kontekście ustawę z 2014 roku, podpisaną przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, dotyczącą udziału zagranicznych formacji zbrojnych w działaniach na terytorium Polski.
Publicysta kreśli scenariusz, w którym eskalacja konfliktu wewnętrznego mogłaby doprowadzić do wprowadzenia nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa, a w konsekwencji do ograniczenia normalnego funkcjonowania państwa.
„Nie po to tam zostali wprowadzeni ci osobnicy”
W końcowej części programu Stanisław Michalkiewicz wraca do głównej tezy swojego wystąpienia. Uważa, że wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego mogą być dopiero początkiem znacznie szerszych zmian politycznych i ustrojowych.
Jego zdaniem stawką jest nie tylko kontrola nad jedną z najważniejszych instytucji państwa, ale również przyszłość prezydentury Karola Nawrockiego, niezależność Narodowego Banku Polskiego i kształt polskiej sceny politycznej.
Publicysta nie ukrywa obaw przed dalszą eskalacją konfliktu.
„Jesteśmy w fazie zamachu stanu. Pierwsza faza jest w trakcie realizacji” – podkreśla.
I dodaje:
„Wszystko zależy od tego, czy ten zamach stanu zostanie zastopowany, czy też będzie się rozwijał”.









[…] Stanisław Michalkiewicz ostrzega: „Jesteśmy w fazie zamachu stanu”. Mocna diagnoza kryzysu wok… […]
[…] Czytaj także: Stanisław Michalkiewicz ostrzega: „Jesteśmy w fazie zamachu stanu”. Mocna diagnoza kryzysu wok… […]
[…] Stanisław Michalkiewicz ostrzega: „Jesteśmy w fazie zamachu stanu”. Mocna diagnoza kryzysu wok… […]