Jules Maré: Francuz, który dał Polsce pancerny fundament

0
26
Jules Maré: Francuz, który dał Polsce pancerny fundament
Fot. Keres 40 / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)

Wiosną 1919 roku, gdy odrodzone Wojsko Polskie stawiało pierwsze kroki w budowie nowoczesnych sił zbrojnych, za stworzenie jego pancernego rdzenia odpowiadał oficer armii francuskiej. Podpułkownik Jules Maré nie tylko zorganizował pierwszą polską jednostkę czołgów od podstaw, ale poprowadził ją do walki, towarzyszył jej na kolejnych frontach i uczestniczył w starciu, które zdecydowało o losach wojny. To historia człowieka, którego wkład przetrwał jego misję o ponad dekadę.

Najważniejsze:

  • Maré, stając na czele francuskiego 505. pułku czołgów, przystąpił 22 marca 1919 r. do realizacji zadania sformowania pierwszej polskiej jednostki pancernej w ramach Armii Polskiej we Francji
  • Organizację 1. Pułku Czołgów, wyposażonego w 120 maszyn typu FT-17, ukończono w ciągu zaledwie kilku tygodni; garnizonem wyznaczono Łódź
  • Pod kierownictwem Marégo pułk stoczył pierwsze boje z Sowietami pod Bobrujskiem i Dyneburgiem; za postawę w tej drugiej bitwie Francuz uhonorowany został Krzyżem Walecznych
  • W sierpniu 1920 r. Maré, jako doradca techniczny czołgów przy 1. Armii, uczestniczył w walkach w rejonie Radzymina, w samym sercu Bitwy Warszawskiej
  • Jednostka, którą sformował, działała przez ponad dekadę po jego odejściu, stając się trwałym fundamentem polskiej broni pancernej

Oficer z doświadczeniem, misja bez precedensu

Gdy wiosną 1919 roku Francja i Polska wspólnie szukały sposobu na wyposażenie odradzającego się Wojska Polskiego w nowoczesny sprzęt, wybór Marégo na organizatora pierwszej jednostki pancernej nie był przypadkowy. Oficer ten stał na czele francuskiego 505. pułku czołgów, a nowo tworzona polska formacja miała wprost nawiązywać do struktury istniejących francuskich oddziałów lekkich czołgów. Maré posiadał więc zarówno wiedzę o tym modelu organizacyjnym, jak i praktyczne doświadczenie w jego stosowaniu. 22 marca 1919 roku przystąpił do realizacji zadania: sformowania jednostki nazwanej 1. Pułkiem Czołgów, w miejscowości Martigny les Bains na terenie Francji. Objął jej dowództwo.

Organizację pułku zakończono w kwietniu 1919 roku, tempo jak na pionierski projekt niespotykane. Początkowo w szeregach przeważali ochotnicy narodowości francuskiej, lecz już pod koniec kwietnia liczba żołnierzy polskich zaczęła wyraźnie rosnąć. Zapowiadało to nieuchronną transformację jednostki, choć jej pełne urzeczywistnienie miało nastąpić dopiero kilka miesięcy później.

Z Francji na wschód: czołgi w wagonie, historia w ruchu

Transport pułku do kraju drogą kolejową ruszył 1 czerwca 1919 roku i zajął kilkanaście dni. Na garnizon wyznaczono Łódź. Jednostka przybyła do Polski z arsenałem liczącym 120 wozów bojowych FT-17, uzbrojonych w armatki bądź karabiny maszynowe, w zależności od wariantu.

Warto zatrzymać się przy tej liczbie. 120 czołgów FT-17 to w realiach 1919 roku zasób, który większość nowo powstałych państw Europy Środkowo-Wschodniej mogła jedynie podziwiać z odległości. Czechosłowacja i Węgry dopiero stawiały pierwsze kroki w budowie własnych sił pancernych, a Armia Czerwona, mimo że dysponowała pewną liczbą zdobycznych maszyn, dopiero uczyła się ich doktrynalnego wykorzystania. Polska, paradoksalnie, wchodziła w tę wojnę z jednostką pancerną zorganizowaną według standardów zachodnioeuropejskich, podczas gdy jej przeciwnik uczył się dopiero, czym czołgi w ogóle są. To przewaga, której nie sposób przecenić w kontekście pierwszych bojów.

Skład personalny: Francuzi na czele, Polacy w kolejce

Tuż po dotarciu do kraju obraz personalny pułku odsłaniał skalę zależności od francuskich kadr. W szeregach służyło wówczas:

Kategoria Liczba żołnierzy francuskich Uwaga
Oficerowie 34 Trzon kadry dowódczej, weterani Wielkiej Wojny
Podoficerowie 58 Instruktorzy obsługi FT-17 z doświadczeniem bojowym
Szeregowi 296 Stopniowo zastępowani przez polskich żołnierzy

Łącznie ponad 380 Francuzów tworzyło operacyjny kręgosłup jednostki. Jeśli przyjąć, że pełny etat pułku wyposażonego w 120 czołgów wymagał kilkuset żołnierzy, oznacza to, że w pierwszych tygodniach Francuzi stanowili znaczącą, prawdopodobnie większościową część personelu. Polonizacja postępowała, ale ostrożnie: pierwszym polskim dowódcą pułku został podpułkownik Adolf Engel, który objął stanowisko dopiero 15 października 1919 roku, kilka miesięcy po dotarciu jednostki do kraju. To istotna obserwacja: pułk wyruszył na front i stoczył pierwsze bitwy, zanim zdążył przejść pod polskie dowództwo. Maré prowadził więc żołnierzy do walki w imieniu państwa, którego nie był obywatelem, w języku, który musiał przyswajać w biegu.

Dla porównania, inne jednostki Armii Hallera przybyłe z Francji przechodziły przez podobny proces wymiany kadr, jednak w większości z nich polonizacja dotyczyła przede wszystkim szeregowych, nie oficerów. Przypadek 1. Pułku Czołgów był pod tym względem ekstremalny: bez Francuzów jednostka po prostu nie istniałaby ani organizacyjnie, ani operacyjnie przez pierwsze miesiące swojego istnienia.

Bobrujsk: debiut bez skazy

Niecałe trzy miesiące po zakończeniu transportu do kraju jedna z kompanii pułku wzięła udział w ataku na twierdzę Bobrujsk. Był koniec sierpnia 1919 roku. Czołgi FT-17 wsparły natarcie polskiej piechoty i przyczyniły się do zdobycia obiektu, nie tracąc przy tym ani jednej maszyny ani żołnierza. Sam Maré skomentował ten sukces z wyraźną satysfakcją, pisząc, że: „Twierdza Bobrujsk została zajęta o godz. 13.20 przy współudziale czołgów. Zdobyto dwie armaty z amunicją i zaprzęgiem, kilkanaście karabinów maszynowych i znaczną ilość ręcznych wraz z amunicją, kilkadziesiąt wagonów i wiele jeńców. Dokładna zdobycz nie została jeszcze obliczona. […] W tej akcji brały również udział czołgi. Praca ich była doskonała. Wespół z oddziałami piechoty stanowiły zamkniętą całość, wobec czego Bolszewicy nie mogli mimo największych wysiłków obronić twierdzy”.

Ten raport to coś więcej niż meldunek bojowy. Maré podkreślał przede wszystkim synergię czołgów z piechotą, i to jest klucz do zrozumienia jego filozofii dowodzenia. FT-17 był przeznaczony do działań w ścisłej współpracy z piechotą. Bobrujsk potwierdził, że Maré rozumiał tę zasadę i potrafił ją przełożyć na realia wschodniego teatru działań. Inni dowódcy chwalili postawę załóg, co, biorąc pod uwagę, że jednostka była w Polsce od zaledwie kilku miesięcy, stanowiło wymowne świadectwo jakości wyszkolenia przeprowadzonego jeszcze we Francji.

Dyneburg: teren, który stawiał opór

Jeśli Bobrujsk był testem w sprzyjających warunkach, to Dyneburg okazał się sprawdzianem znacznie surowszym. We wrześniu 1919 roku pododdziały pułku starły się z nieprzyjacielem dysponującym dobrze zorganizowanymi pozycjami obronnymi i licznymi karabinami maszynowymi. Zarys historii wojennej pierwszego pułku czołgów, wydany w 1935 roku, odnotowywał, że mimo strachu Rosjan przed czołgami opór był poważny, a ukształtowanie terenu i umocnienia polowe poważnie ograniczały swobodę manewru maszyn.

Maré nie kierował walką z bezpiecznej odległości. Jak zapisano we wspomnianym źródle, przy jednym z plutonów, posuwającym się razem z piechotą, szedł osobiście podpułkownik, który „nie zważając na niebezpieczeństwo, kierował akcją obejścia”. Walki trwające przez dwa dni zakończyły się polskim sukcesem, ale kosztowały utratę dwóch czołgów zniszczonych przez artylerię, życie jednego żołnierza i zranienie trzech kolejnych. To wyraźna lekcja dotycząca ograniczeń FT-17: maszyna, która radziła sobie w konfrontacji z karabinami maszynowymi, stawała się podatna na ogień artylerii, gdy teren wymuszał wolniejszy, przewidywalny ruch.

Za Dyneburg Maré otrzymał Krzyż Walecznych. Był Francuzem, odznaczonym przez Polskę za dowodzenie polską jednostką w boju z sowieckim przeciwnikiem. Trudno o bardziej wymowny symbol charakteru jego misji.

Radzymin, sierpień 1920: doradca w samym centrum burzy

Po przekazaniu dowództwa podpułkownikowi Engelowi Maré przyjął rolę doradcy technicznego, formalnie pomocniczą, faktycznie jednak nadal bliską frontowi. Monografia jednostki wydana w 2020 roku wskazuje, że brał udział we wszystkich bitwach toczonych przez czołgi pod Warszawą. Kilka dni przed rozstrzygającymi walkami Francuska Misja Wojskowa przydzieliła go do dowództwa 1. Armii w charakterze doradcy technicznego do spraw czołgów. 15 sierpnia 1920 roku był obecny w rejonie Radzymina i uczestniczył w polskim kontrataku wspieranym przez pododdziały 1. Pułku Czołgów.

Warto to zdanie odczytać uważnie. Radzymin to jeden z kluczowych punktów Bitwy Warszawskiej, miejscowość, której utrata i odzyskanie toczyły się dosłownie o kilometry od stolicy. Obecność Marégo w tym miejscu i w tym momencie nie była przypadkowa: Francuska Misja Wojskowa doskonale rozumiała, że skuteczność czołgów zależy od tego, czy ktoś przy dowództwie armii potrafi właściwie pokierować ich użyciem. Maré był tym człowiekiem.

Bilans: co zostało po Francuzie

Ocena wkładu Marégo wymaga spojrzenia poza sierpień 1920 roku. Pułk, który zorganizował w ciągu kilku wiosennych tygodni 1919 roku w Martigny les Bains, działał jako samodzielna jednostka przez ponad dekadę, do 1931 roku, gdy reorganizacja Wojska Polskiego przekształciła go w inne struktury. To dwanaście lat oparcia polskiej broni pancernej na fundamencie, który Maré wzniósł niemal od zera.

Warto zestawić jego rolę z rolą innych oficerów Francuskiej Misji Wojskowej obecnych w Polsce w tym samym czasie. Generał Paul Henrys stał na czele całej misji i działał przede wszystkim na poziomie strategicznym; generał Dominique Odry był postacią ważną w kontekście kontaktów z polskim naczelnym dowództwem. Maré natomiast operował na poziomie, który jest najtrudniejszy do zdokumentowania, a zarazem najbardziej bezpośredni: formował żołnierzy, uczył ich obsługi sprzętu, prowadził ich do boju, a potem zostawał przy nich jako doradca. Jego wkład był mniej widoczny z poziomu dyplomatycznego, ale bardziej odczuwalny w okopach.

Nie wiemy, co Maré myślał o swoich polskich podkomendnych, źródła nie przytaczają jego prywatnych opinii. Nie wiemy też, jak oceniał go podpułkownik Engel, który przejął po nim dowództwo. Milczenie dokumentów w tej sprawie jest samo w sobie wymowne: Maré działał sprawnie, bez rozgłosu, i odszedł, nie pozostawiając po sobie legendy, lecz instytucję. A ta przetrwała go o wiele lat.

Trzy pytania o Marégo i odpowiedzi, jakich źródła nam odmawiają

Dlaczego polonizacja 1. Pułku Czołgów trwała tak długo?

Pięć miesięcy od przybycia do Polski do mianowania pierwszego polskiego dowódcy to czas, który nie wynika z opieszałości, lecz z brutalnej logistyki: polska armia nie miała w 1919 roku oficerów z doświadczeniem w dowodzeniu jednostką pancerną, bo taka jednostka wcześniej nie istniała. Maré był niezastąpiony nie dlatego, że Polacy nie chcieli przejąć dowodzenia, lecz dlatego, że nikt po polskiej stronie nie wiedział jeszcze, jak to zrobić. Jego misja była z definicji transferem wiedzy, a transfer wiedzy wymaga czasu. To wyróżnia go spośród innych doradców Misji Wojskowej, którzy z reguły doradzali w dziedzinach, gdzie polska tradycja wojskowa już istniała.

Czy FT-17 sprawdziły się w warunkach wschodniego frontu?

Odpowiedź jest niejednoznaczna i właśnie dlatego ciekawa. Pod Bobrujskiem, tak, niemal wzorcowo: czyste uderzenie wspierające piechotę, zerowe straty, wymierne trofea. Pod Dyneburgiem, warunkowo: tam teren i sowiecka artyleria pokazały, że FT-17 ma wyraźne ograniczenia. Czołg zaprojektowany do przełamywania okopów na zachodnim froncie znajdował się na wschodzie w zupełnie innej rzeczywistości: rozległy teren, ruchliwy front, nieprzewidywalne warunki gruntowe. Że mimo to jednostka działała skutecznie, to w dużej mierze zasługa doktryny wpajanej przez Marégo od pierwszych dni formowania pułku, doktryny ścisłej współpracy z piechotą, której odstępstwo kosztowało straty.

Co stało się z Marém po Radzyminie?

Tego źródła nie mówią, i to przemilczenie jest znamienne. Oficerowie Francuskiej Misji Wojskowej, gdy ich zadanie dobiegało końca, wracali do Francji, zwykle bez ceremonii pożegnalnych dokumentowanych w polskich archiwach. Brak śladów po Marém po sierpniu 1920 roku sugeruje, że jego misja zakończyła się wraz z Bitwą Warszawską albo wkrótce po niej. Jeśli tak, to odszedł w momencie, gdy pułk, który stworzył, właśnie udowodnił swoją wartość w najbardziej dramatycznych okolicznościach. Trudno o bardziej stosowne zakończenie misji, nawet jeśli nikt tego wówczas tak nie nazwał.

Tekst powstał na podstawie artykułu opublikowanego w serwisie przystanekhistoria.pl.

Fot. Keres 40 / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj