Maharadża, który powiedział polskim dzieciom: nie jesteście sierotami

0
6
Maharadża, który powiedział dzieciom: nie jesteście sierotami
Fot. Charlie Heng / Pexels

Latem 1942 roku na wybrzeżu Indii stanęła grupa polskich dzieci, które przeżyły sowieckie deportacje, głód i długą drogę przez Persję. Czekał na nie władca, którego nigdy wcześniej nie widziały, i który powiedział im, że od tej chwili mają ojca. Jam Saheb Digvijay Sinhji dotrzymał tej obietnicy aż do momentu, gdy Balachadi przestało istnieć.

Najważniejsze:

  • Maharadża Nawanagaru założył na terenie swojego księstwa Osiedle Dzieci Polskich w Balachadi, które działało w latach 1942–1946.
  • Jego zainteresowanie Polską sięgało czasów sprzed wojny: ojciec przyjaźnił się z Ignacym Paderewskim, co sam Jam Saheb wskazywał jako osobiste źródło tej więzi.
  • Po wojnie, gdy sierotom zagrożonym przymusową repatriacją groziło wywiezienie, adoptował je formalnie wraz z komendantem obozu i oficerem łącznikowym.
  • W Polsce upamiętniają go m.in. uchwała Sejmu, pomniki i tablice pamiątkowe, patronaty szkół oraz nadawanie jego imienia przestrzeni publicznej w różnych miastach.

Skąd wzięły się polskie dzieci w Indiach

Aby zrozumieć, czym było Balachadi, trzeba cofnąć się do pierwszych lat wojny. Po agresji ZSRS na Polskę setki tysięcy Polaków zostało deportowanych w głąb Związku Sowieckiego, na Syberię i do Azji Centralnej. Gdy układ Sikorski–Majski umożliwił formowanie Armii Polskiej, ewakuacja objęła nie tylko żołnierzy, ale też towarzyszące im rodziny i osierocone dzieci. Trasa prowadziła przez Persję, a stamtąd, w zależności od decyzji aliantów i dostępnych miejsc, uchodźcy trafiali do różnych krajów Bliskiego Wschodu i Azji. Dzieci, które dotarły do Indii, były wyniszczone fizycznie i pozbawione opieki prawnej. To dla nich maharadża otworzył swoje księstwo.

Władca bez dziedzica, który sam stał się synem

Digvijay Sinhji urodził się 18 września 1895 roku w Sadodarze jako syn młodszego brata ówczesnego władcy Nawanagaru. Ponieważ maharadża nie miał własnego potomka, usynowił bratanka i zapewnił mu wykształcenie w szkołach indyjskich i brytyjskich, typowa dla tamtejszych dynastii droga do przejęcia tronu. Tytuł maharadży Digvijay Sinhji odziedziczył w 1933 roku, po śmierci przybranego ojca. W latach 1937–1944 piastował funkcję kanclerza Izby Książąt Indyjskich, a w czasie II wojny światowej zasiadał w Imperial War Cabinet, brytyjskim gabinecie wojennym z udziałem przedstawicieli całego imperium. To właśnie ta pozycja sprawiła, że los polskich dzieci trafił do jego uszu.

Paderewski, palce i słuch, czyli skąd wziął się „polski trop”

Zanim jeszcze usłyszał o dramacie polskich sierot, Digvijay Sinhji miał już własny, osobisty kontakt z Polską, choć dość nieoczekiwany. Podczas podróży do Szwajcarii odbywanych w ramach przygotowań do przejęcia władzy jego ojciec zaprzyjaźnił się z Ignacym Paderewskim, wirtuozem fortepianu i jednym z twórców polskiej niepodległości. W wywiadzie udzielonym tygodnikowi „Polska. Tygodnik Polaków w ZSRS” z 1942 roku maharadża wspominał, że Paderewski zwrócił uwagę na jego dłonie i uznał je za odpowiednie do gry na fortepianie; ojciec miał jednak stwierdzić, że chłopiec, choć dysponuje właściwymi palcami, nie ma słuchu muzycznego. Sam Jam Saheb przyznawał wprost, że ta bliskość między jego ojcem a Paderewskim stała się dla niego impulsem, który rozbudził w nim zainteresowanie Polską.

Ta anegdota mogłaby brzmieć jak naciągany, sentymentalny motyw. Maharadża jednak sam do niej wracał jako do wyjaśnienia, dlaczego Polska nie była mu obca, gdy nadszedł moment decyzji. Człowiek, który traktuje więzi osobiste poważnie, i który słów dotrzymuje, ma inne powody do działania niż ten, kto kieruje się wyłącznie polityką.

Jak polskie dzieci trafiły do Balachadi

Bezpośredni impuls do działania przyszedł, gdy Jam Saheb jako członek Imperial War Cabinet poznał premiera RP na uchodźstwie, generała Władysława Sikorskiego, i dowiedział się o dramatycznej sytuacji polskich dzieci. Maharadża zaproponował im schronienie na terenie swojego księstwa, z dala od wojennej zawieruchy, nad morzem, w górach, z możliwością nauki i powrotu do zdrowia. Jak sam ujął tę decyzję, liczył, że dzieci będą mogły się wyleczyć, że uda im się zostawić za sobą to, co przeszły, i nabrać sił do przyszłego życia jako obywatele wolnego kraju.

Czytaj także: Polskie zdrajczynie według Sławomira Kopra – dziewięć kobiet, które historia woli przemilczeć

Tak powstało Osiedle Dzieci Polskich w Balachadi, działające w latach 1942–1946 i finansowane między innymi ze środków zebranych przez Komitet Pomocy Dzieciom Polskim. Pierwsza grupa małych Polaków dotarła do ośrodka w lipcu 1942 roku. Maharadża osobiście witał kolejne transporty i mówił przybyłym dzieciom, że są jego dziećmi, tak jak wszyscy mieszkańcy Nawanagaru. Używał wobec nich hinduskiego słowa „Bapu”, oznaczającego ojca.

Codzienność w Balachadi: wdzięczność za konkret

Relacja między maharadżą a małymi mieszkańcami osiedla nie ograniczała się do gestów symbolicznych. Jak wspominał Wiesław Stypuła w książce „W gościnie u polskiego maharadży”, dzieci szukały własnych sposobów, by odwdzięczyć się opiekunowi. Główna droga w osiedlu otrzymała jego imię. Na piąte urodziny syna Jam Saheba dzieci podarowały mu ręcznie haftowany strój krakowski, efekt pracy własnych rąk, nie zakupiony prezent. To drobny szczegół, ale wymowny: dzieci traktowały maharadżę jak kogoś bliskiego, wobec kogo warto się postarać.

Digvijay Sinhji regularnie przychodził na przedstawienia przygotowywane przez polskich uczniów, był widzem, nie tylko fundatorem. Dzieci wyróżniające się w nauce zapraszał do swojej posiadłości. Aby poprawić warunki edukacji, udostępnił jedną ze swoich rezydencji, tak zwany Guest House, gdzie odbywały się zajęcia lekcyjne. Szkoła nosiła imię świętego Andrzeja Boboli.

Ważnym elementem życia wspólnoty było harcerstwo. 12 maja 1945 roku odbyło się poświęcenie sztandaru harcerskiego, a rodzicami chrzestnymi zostali maharadża wraz z małżonką. Podczas tej uroczystości Jam Saheb zabrał głos. Zapewnił zebranych o swojej trwałej lojalności wobec Polski, wyraził pewność, że kraj odzyska wolność, i wezwał dzieci do ochrony sztandaru nawet za cenę życia: „Ja zawsze pozostanę wierny i lojalny wobec Polski, zawsze będę sympatyzował z przyszłością Waszego Kraju. Jestem pewny, że Polska będzie wolna, że Wy powrócicie do waszych szczęśliwych domów, do kraju wolnego od ucisku. Duch polski, który jest znany w całym świecie, jak długo pozostanie takim, jakim jest teraz wywalczy wolność kraju. Ochraniajcie ten sztandar nawet własnym życiem, ponieważ natchnieni takim duchem zawsze pokonacie wszelkie przeciwności. Niech Was Bóg błogosławi i pozwoli wrócić do prawdziwie wolnej i szczęśliwej Polski”.

Adopcja jako ostatni ratunek, i jej polityczne tło

Po zakończeniu II wojny światowej nowe władze w Polsce zainteresowały się losem sierot przebywających za granicą. Polska znalazła się w sowieckiej strefie wpływu, a powrót do kraju oznaczał dla tych dzieci wejście w rzeczywistość, której nie znały i nad którą nikt z ich bliskich nie sprawował już kontroli. Dla sierot pozbawionych prawnych opiekunów groźba przymusowej repatriacji była szczególnie realna: nie miały nikogo, kto mógłby formalnie sprzeciwić się ich wywiezieniu. Gdyby nie interwencja, te dzieci mogłyby zostać odesłane bez żadnej możliwości wyboru.

Aby temu zapobiec, Jam Saheb wraz z komendantem obozu księdzem Franciszkiem Plutą oraz oficerem łącznikowym Geoffreyem Clarkiem adoptowali dzieci pozbawione prawnych opiekunów. Był to akt prawny, nie tylko symboliczny, maharadża, który od początku mówił dzieciom, że jest ich ojcem, potwierdził to formalnie dokładnie wtedy, gdy miało to dla nich realne znaczenie życiowe. Jesienią 1946 roku polska flaga została ściągnięta z masztu w Balachadi, a dzieci przeniesiono do Valivade, największego ośrodka uchodźczego dla Polaków w Indiach.

Maharadża po Balachadi: człowiek z politycznym horyzontem

Digvijay Sinhji był zdecydowanym zwolennikiem niepodległości Indii, proklamowanej w 1947 roku. Po odzyskaniu przez kraj suwerenności reprezentował Indie przy ONZ jako zastępca szefa delegacji w Zgromadzeniu Ogólnym. Otrzymał liczne odznaczenia indyjskie i brytyjskie, a prawo do posługiwania się tytułem maharadży zachował dożywotnio. Zmarł w Bombaju 3 lutego 1966 roku. Człowiek, który pomagał polskim dzieciom, działał z pozycji kogoś aktywnego politycznie, świadomego konsekwencji swoich decyzji i zaangażowanego w budowanie niepodległego państwa. Pomoc Polakom nie była gestem kogoś bez przyszłości.

Jak Polska pamięta o Dobrym Maharadży

W Polsce Jam Saheb Digvijay Sinhji doczekał się kilku form upamiętnienia rozłożonych na dekady. W 1999 roku warszawski Zespół Szkół Społecznych Ogólnokształcących „Bednarska” przyjął go na patrona. W 2012 roku jeden ze skwerów na warszawskiej Ochocie otrzymał jego imię, a dwa lata później stanął tam jego pomnik. Od 2022 roku po ulicach Wrocławia kursuje tramwaj noszący imię Dobrego Maharadży. 11 marca 2016 roku Sejm RP podjął uchwałę w sprawie uczczenia jego pamięci. W 2011 roku został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

Maharadża Jam Saheb Digvijay Sinhji, daty i fakty
Rok / okres Wydarzenie
1895 Urodziny w Sadodarze
1933 Objął tytuł maharadży Nawanagaru po śmierci przybranego ojca
1937–1944 Kanclerz Izby Książąt Indyjskich
II wojna światowa Członek Imperial War Cabinet; poznał gen. Sikorskiego
Lipiec 1942 Przybycie pierwszej grupy polskich dzieci do Balachadi
1942–1946 Funkcjonowanie Osiedla Dzieci Polskich w Balachadi
12 maja 1945 Poświęcenie sztandaru harcerskiego; maharadża i jego małżonka rodzicami chrzestnymi
Jesień 1946 Zakończenie działalności osiedla; dzieci przeniesione do Valivade
1947 Niepodległość Indii; maharadża w delegacji przy ONZ
3 lutego 1966 Śmierć w Bombaju
2011 Pośmiertne odznaczenie Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi RP
2016 Uchwała Sejmu RP uczczająca jego pamięć

Najczęściej zadawane pytania

Czy maharadża miał własne dzieci i czy adoptował polskie sieroty formalnie?

Tak, maharadża miał własnego syna, dzieci podarowały mu ręcznie haftowany strój krakowski na jego piąte urodziny. Polskie sieroty pozbawione prawnych opiekunów zostały natomiast formalnie adoptowane po zakończeniu wojny, gdy groziła im przymusowa repatriacja. Adopcji dokonali wspólnie maharadża, komendant obozu ksiądz Franciszek Pluta oraz oficer łącznikowy Geoffrey Clark.

Czym różniło się Balachadi od innych ośrodków dla polskich uchodźców?

Balachadi było osiedlem zorganizowanym bezpośrednio z inicjatywy i na terenie prywatnego księstwa. Władca uczestniczył w życiu dzieci osobiście: witał kolejne transporty, bywał na przedstawieniach szkolnych, był ojcem chrzestnym sztandaru harcerskiego, udostępniał własne posiadłości na potrzeby szkoły. Tę bezpośrednią, osobistą relację trudno znaleźć w opisach innych ośrodków uchodźczych. Po zakończeniu działalności w 1946 roku dzieci trafiły do Valivade, największego polskiego ośrodka uchodźczego w Indiach.

Co skłoniło maharadżę do pomocy polskim dzieciom?

Sekwencja wydarzeń jest następująca: jako członek Imperial War Cabinet maharadża poznał generała Sikorskiego i dowiedział się o sytuacji polskich uchodźców. Złożył ofertę schronienia na terenie swojego księstwa. Równocześnie sam wskazywał na wcześniejszy, osobisty związek z Polską, przyjaźń jego ojca z Ignacym Paderewskim, którą uważał za to, co sprawiło, że Polska nie była mu obca. Ocenę, ile w tej decyzji było sentymentu, a ile politycznej kalkulacji, można pozostawić czytelnikowi, on sam traktował oba wątki jako równie istotne.

Czy maharadża żył długo po zamknięciu Balachadi?

Tak, osiedle przestało istnieć jesienią 1946 roku, a Jam Saheb Digvijay Sinhji zmarł 3 lutego 1966 roku w Bombaju. Przez te dwadzieścia lat działał politycznie, reprezentując Indie przy ONZ, i dożył niepodległości swojego kraju proklamowanej w 1947 roku.

Tekst powstał na podstawie artykułu opublikowanego w serwisie przystanekhistoria.pl.

Fot. Charlie Heng / Pexels


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj