Stany Zjednoczone przekazały kilku arabskim państwom Zatoki Perskiej ostrzeżenie dotyczące możliwej, intensywnej, choć krótkotrwałej akcji zbrojnej wymierzonej w Iran. Jak ustalił „Wall Street Journal”, operacja mogłaby rozpocząć się zaraz po wyborach do Kongresu Stanów Zjednoczonych, które odbędą się w przyszłym tygodniu.
Wzmocnienie sił amerykańskich w regionie
Armia amerykańska zwiększa obecność wojskową na Bliskim Wschodzie. Z Teksasu przerzucono do regionu systemy obrony powietrznej Patriot, a żołnierzy wycofano z baz uznawanych za najbardziej narażone na ewentualny odwet Teheranu. Jednostki amerykańskie uzupełniają zapasy amunicji, a bombowce i myśliwce przygotowywane są do ewentualnych nalotów.
Czytaj także: USA szykują wojsko do uderzenia na irańskie instalacje nuklearne
W regionie stacjonuje obecnie około 20 amerykańskich okrętów wojennych. W przyszłym miesiącu ma do nich dołączyć kolejna grupa uderzeniowa z lotniskowcem oraz jednostka ekspedycyjna piechoty morskiej.
Trump rozważa uderzenie, decyzji jeszcze nie podjął
Donald Trump nie zdecydował ostatecznie, czy dojdzie do akcji militarnej, ale według osób zaznajomionych z jego tokiem myślenia skłania się ku przeprowadzeniu szeroko zakrojonej operacji po listopadowych wyborach. Potencjalnymi celami miałyby być obiekty irańskiej infrastruktury, w tym instalacje powiązane z programem nuklearnym. Równolegle trwają wysiłki dyplomatyczne prowadzone przez regionalnych pośredników, które jak dotąd nie przyniosły przełomu.
Czytaj także: Rijad na atomowym rozdrożu. Czy umowa z Waszyngtonem otworzy puszkę Pandory na Bliskim Wschodzie?
Biały Dom odmówił komentarza w sprawie ewentualnych, niejawnych planów wojskowych, zaznaczając, że takie plany mogą, lecz nie muszą istnieć. W przekazanym oświadczeniu poinformowano, że „prezydent Trump bierze pod uwagę wszystkie możliwości, aby zapewnić, że Iran nigdy nie wejdzie w posiadanie broni nuklearnej”.
Eksperci wątpią w skuteczność kolejnych uderzeń
W najbardziej intensywnej fazie dotychczasowego konfliktu Iran wytrzymał ponad 20 tysięcy uderzeń ze strony Stanów Zjednoczonych i Izraela, mimo to kontynuował ataki na statki w Zatoce Perskiej oraz na amerykańskie wojska i okręty. Danny Citrinowicz, były pracownik izraelskiego wywiadu wojskowego, ocenił dla „Wall Street Journal”, że „uważam, że jednym z największych błędów, jakie wciąż popełniają Izrael i Stany Zjednoczone, jest założenie, że kolejna seria uderzeń na Iran, w tym ataki na infrastrukturę krytyczną czy eliminacja wysokich rangą urzędników, mogłaby doprowadzić do upadku reżimu” (w tłumaczeniu). Jego zdaniem dalsze bombardowania mogą jedynie wzmocnić determinację władz w Teheranie do rozwijania programów rakietowych i nuklearnych.
Czytaj także: Trump nie wyklucza nowego uderzenia USA na Iran
Seth Jones, analityk do spraw obronności i bezpieczeństwa z Center for Strategic and International Studies, ocenił natomiast, że Trump mógłby wykorzystać kolejną serię uderzeń do ogłoszenia zwycięstwa i ograniczenia zaangażowania USA w konflikt. „Nie sądzę, aby cokolwiek mogło trwale zahamować irański program jądrowy”, stwierdził Jones. Stany Zjednoczone wraz z Izraelem zniszczyły znaczną część irańskiego programu nuklearnego podczas krótkiego konfliktu w czerwcu 2025 roku.
Netanjahu naciska na wznowienie nalotów
Izrael przygotował już plany i wyznaczył cele na wypadek kolejnego ataku. Premier Benjamin Netanjahu nieustannie wywiera presję na wznowienie operacji wojskowej, licząc na osłabienie irańskiego potencjału i ostateczne obalenie tamtejszego reżimu. Powrót do nalotów oznaczałby rezygnację ze strategii opartej na presji ekonomicznej, czyli sankcjach i blokadzie morskiej, które dotąd pogłębiały kryzys gospodarczy Iranu.
Materiał przygotowany z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji.









