Radosław Sikorski ujawnił kulisy sporu z Pałacem Prezydenckim o obsadę ambasady RP w Waszyngtonie. Według szefa MSZ Nikodem Rachoń, obecnie doradca prezydenta, był głównym kandydatem na to stanowisko, jednak rząd nigdy nie wyraził na taką nominację zgody.
Rachoń jest obecnie doradcą prezydenta. Wcześniej był attaché prasowym w polskiej ambasadzie w stolicy USA. Jest też bratem Michała Rachonia, dyrektora programowego TV Republika.
Spór między MSZ a Kancelarią Prezydenta o nominacje ambasadorskie trwa od miesięcy. Sikorski przypomniał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, że zanim prezydent podpisze nominację ambasadora, potrzebna jest kontrasygnata premiera, a wcześniej zgodę musi wyrazić MSZ, premier, sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych oraz kontrwywiad, ponieważ ambasador reprezentuje całe państwo, a nie samą Kancelarię Prezydenta.
Rachoń „wyborem numer jeden” prezydenta
Szef MSZ przyznał, że obie strony prowadziły nieformalne rozmowy, które miały zakończyć impas, ale nie doszło do porozumienia. Zaznaczył, że nigdy nie powstał żaden podpisany ani choćby parafowany dokument w tej sprawie, a sam fakt prowadzenia rozmów ujawnili ludzie z otoczenia prezydenta, co w praktyce je zerwało.
Czytaj także: Nawrocki jedzie do Miami, Putin też zaproszony na G20. „Nam to się nie podoba”
Na początku października Sikorski napisał na platformie X, że to Nawrocki zaproponował mu Rachonia na stanowisko ambasadora w USA. W odpowiedzi Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta, stwierdził, że ustalenia dotyczące obsady placówek dyplomatycznych, w tym ambasady w Waszyngtonie, zostały wcześniej zaakceptowane przez Sikorskiego, a to premier Donald Tusk zablokował ich wprowadzenie w życie. Przydacz przedstawił dwa możliwe scenariusze: albo szef dyplomacji rzeczywiście zgodził się na Rachonia, a sprzeciw zgłosił premier, albo uzgodnionym kandydatem była inna osoba, a Sikorski mija się z prawdą. Sam opowiedział się za drugą wersją.
W rozmowie dla TVP Info Sikorski potwierdził wprost, że Rachoń był, jak to ujął, „wyborem numer jeden” prezydenta na placówkę w Waszyngtonie. Zapytany, czy kiedykolwiek była mowa o zgodzie rządu na taką nominację, odpowiedział: „nie było”.
Dopytywany o powody działania prezydenta, Sikorski ocenił, że chodziło o to, by europoseł Adam Bielan i Nikodem Rachoń mogli jeszcze skuteczniej „zohydzać” polski rząd przed administracją amerykańską i wciągać prezydenta USA Donalda Trumpa w swoje polityczne rozgrywki. Zapewnił, że na taki scenariusz zgody nie ma i nie będzie.
Sikorski wyjaśnił też, że czuje się upoważniony do mówienia publicznie o kandydaturze Rachonia, ponieważ to Bielan publicznie poruszył kwestię tego, kto towarzyszył wicepremierowi Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi podczas marcowego spotkania z prezydentem Trumpem.
Materiał przygotowany z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji.










[…] Czytaj także: Rząd nie zaakceptował kandydata Nawrockiego na ambasadora w USA […]
[…] Czytaj także: Rząd nie zaakceptował kandydata Nawrockiego na ambasadora w USA […]